Danuta Bujalska-Michałowska

POWSTAŃCZY SZPITAL POLOWY PRZY ULICY KONOPCZYŃSKIEGO 3/5/7
 
Powstanie Warszawskie jest wprawdzie dla uczestników wydarze­niem trudnym do zapomnienia, ale czas biegnie nieubłaganie, pamięć bywa zawodna, szczególnie kiedy mówi się lub pisze o zdarzeniach sprzed prawie pięćdziesięciu lat. Uwagę taką uważam za niezbędną dla prawidłowej oceny przedstawianych przeze mnie zdarzeń, nawet tych, które pozostawiły trwały ślad w mojej pamięci. Uwagi swoje dzielę na dwie części, pierwsza, możliwie sucha pozbawiona cech emocjonalnych, dotyczy zdarzeń, których byłam uczestnikiem lub bliskim obserwatorem, druga ‑ to osobiste, refleksji natury bardziej ogólnej.
W chwili rozpoczęcia wojny 1.09.1939 r. skończyłam czwarty rok studiów lekarskich na Uniwersytecie im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie. W czasie oblężenia stolicy zgłosiłam się do pracy w Szpitalu Ujazdowskim, gdzie pełniłam obowiązki „pomocnika” lekarskiego prowadząc narkozy, wykonując niekiedy z konieczności drobne, a nawet większe (amputacje) zabiegi chirurgiczne. W czasie okupacji ukończyłam Szkołę Pielęgniarek Polskiego Czerwonego Krzyża. pełniłam obowiązki instruktora w Szpitalu PCK, kontynuując jednocześnie studia lekarskie na tajnym Uniwersytecie Warszawskim.
W roku 1944 studia. lekarskie miałam właściwie ukończone w zakresie przedmiotów klinicznych, w tym zabiegowych. Mam prawo przypuszczać, że moi przełożeni w służbie konspiracyjnej biorąc pod uwagę zakres moich kwalifikacji uznali mnie za najbardziej przydatną do pracy w szpitalu.
1 sierpnia 1944 r. po zameldowaniu się w Szpitalu przy Kopernika 43 poznałam moich przełożonych ‑ dr. Zbigniewa Tabeńskiego i dr. Stefana Żeglńskiego. Drugiego sierpnia, dr Tabeński uznał pozycję szpitala za trudną. Ocena ta wynikała z rozpoznania usytuowania pozycji polskich i niemieckich, dlatego też 2 lub 3 sierpnia wydal mi polecenie zorganizowania szpitala w gmachu przy Konopczyńskiego 3/5/7 Do realizacji zleconego  zadania przydzielono znana mi z konspiracji Helenę Sumińską (Hela, 3) i dyplomowaną pielęgniarkę Michalinę Karczewską (Mita, 324). W szpitalu przebywały już trzy sanitariuszki NOW/AK: Teresa Czartoryska, Sofia Czaplicka [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Maria Janina Niżnikowska-Marks

WSPOMNIENIA Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO NA PRADZE

Chociaż powstanie na Pradze trwało krótko, jednak uważam, że powinny być zanotowane chociaż te informacje, które posiadam, są skąpe, ale może inni dorzucą dalsze. Nie wiem dużo, gdyż ostatnie trzy i pół miesiąca przed powstaniem przebywałam na Pawiaku aresztowana wraz z całą rodziną i dużą grupą przyjaciół dnia 14 IV 1944 w sprawie związanej z Ziutkiem Szczepańskim (autorem powstańczej piosenki „Pałacyk Michla, Żytnia , Wola”) i akcją zbrojną przy ul. Długiej. Ponieważ na dwa dni przed wywiezieniem więźniów z Pawiaka do obozów koncentracyjnych wysoko zagorączkowałam, zostałam umieszczona w szpitalu więziennym, z którego, już po ewakuacji Pawiaka zwolniono chorych więźniów w dniach 31 lipca i 1 sierpnia w godzinach popołudniowych. Wyszłam z Pawiaka z dużą grupą więźniów bez żadnych dokumentów i udałam się do cioci Marii Wyszomirskiej na Pragę (ul. Inżynierska), jedynej osoby, do której mogłam się zgłosić, gdyż cała moja rodzina była aresztowana wraz ze mną, a mieszkanie zostało zaplombowane przez Gestapo. Ciocia, którą tak nazywaliśmy, chociaż była siostrą mojej babci, ogromnie się ucieszyła z mojego powrotu. Została zupełnie sama. Jej córka Ludwika już od dwóch dni była zmobilizowana w Warszawie, a syn Janek od paru miesięcy w partyzantce na Wileńszczyźnie.
Następnego dnia, tj. 1 sierpnia porozumiałam się ze Staszką Grądzką, funkcyjną harcerką z Pragi, która poinformowała mnie o przygotowaniach do rychłego powstania. Obiecała, że uzgodni moje miejsce w punkcie sanitarnym lub patrolu ‑ moje przewidziane dla mnie miejsce w patrolu w Warszawie w związku z aresztowaniem przestało być aktualne ‑ i umówiła się ze mną na godzinę 18 w jej mieszkaniu przy ul. Kowieńskiej.
Postanowiłam wykorzystać ten czas i wpaść do przyjaciół: Dowiedziałam się u pp Skrzyńskich, że Leszek – student chemii jest już na punkcie zbornym, a [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Krystyna Groszkowska-Łukawska

O KOMPLETACH TAJNEGO NAUCZANIA MEDYCYNY W OKRESIE OKUPACJI I PRACY SANITARIUSZEK W CZASIE POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
W okresie okupacji od 1941 należałam do organizacji Związku Walki Zbrojnej. W mojej grupie w czasie zebrań konspiracyjnych odbywały się głównie szkolenia w zakresie służby sanitarnej.
W lecie 1942 r., po uzyskaniu świadectwa dojrzałości na tajnych kompletach Liceum Humanistycznego im. Cecylii Plater-Zyberkówny w Warszawie, zapisałam się na Wydział Lekarski Tajnego Uniwersytetu Poznańskiego (Uniwersytet Ziem Zachodnich). Zapisy odbywały się w Instytucie Głuchoniemych przy Pl. Trzech Krzyży. Świadectwo dojrzałości wydane na małym świstku papieru przez przełożoną liceum, Jadwigę Reutt, zostało uznane za uprawniające do przyjęcia na studia wyższe.
Moje studia medyczne były zupełnym przypadkiem. W rodzinie nie było takiej tradycji – obowiązywała technika, a ja nigdy nie myślałam o zawodzie lekarza. Mając przy sobie świstek o zdanej maturze przechodziłam obok Instytutu Głuchoniemych – zobaczyłam niewielką kolejką, zapytałam „Co tu dają” – odpowiedź była, że zapisują na medycynę. Pomyślałam: „Kolejka nieduża, spróbuję”. Tak się zaczęła moja przygoda z medycyną, czego do dziś nie żałuję.
Komplety tajnego nauczania medycyny do chwili wybuchu powstania odbywały się w prywatnych lokalach, gdzie gromadziło się około dziewięciu osób, wraz z wykładowcą. Niejednokrotnie lokale te były obserwowane przez Niemców, lub podlegały rewizji. W momencie zbliżania się Niemców, obecna na kompletach młodzież pozorowała wesołą zabawę (tańce przy adapterze, spożywanie posiłków, picie alkoholu). W tej sytuacji Niemcy często rezygnowali z przeprowadzania rewizji i aresztowania, a kiedyś rzucili pod naszym adresem obelgę „Polnische Schweine”.
Wykładowcy, których nazwiska pamiętam, to: prof. A. Krauze – chemik z Poznania, prof. W. Kapuściński – fizyk z Warszawy, doc. J Bowkiewicz – embriolog i histolog oraz dr J. Górski – anatom prawidłowy z Warszawy.
Prosektorium zorganizowane było na terenie Szpitala Ujazdowskiego, gdzie uczyliśmy się razem z [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Danuta Żaczkowska-Łozińska

ŁĄCZNOŚĆ I MEDYCYNA

W listopadzie 1939 r. otrzymałam polecenie od harcmistrzyni Janiny Tworkowskiej zorganizowania podziemnej drużyny harcerskiej, która istniała przed wojną w gimnazjum Haliny Gepnerówny w Warszawie. Zostałam więc drużynową XI drużyny ZHP, a następnie hufcową hufca Grzybów w Warszawie. W ramach pracy harcerskiej w 1940 odbyłam przeszkolenie sanitarne w Klinice Chirurgii w Szpitalu Dzieciątka Jezus. W 1941 r. rozpoczęłam studia medyczne w szkole sanitarnej doc. Jana Zaorskiego. W 1942 r. starsze harcerki zostały wcielone do Armii Krajowej. Mojej grupie przypadł przydział do łączności. W ten sposób w okresie okupacji i w Powstaniu Warszawskim splotły się ze sobą łączność i medycyna. Wspólną cechą służby w łączności w obu tych okresach była samotność łączniczki. Szło się samotnie do nieznanych ludzi z zawiadomieniem o donosie w gestapo i samotnie z meldunkiem powstańczym. Ale w czasie powstania spotykało się wielu chorych i rannych. Udzielenie im pomocy było nakazem medycznego sumienia.
Byłam w plutonie łączności w dowództwie Śródmieścia u pułkownika Radwana. Drużyna łączniczek to były trzy pięcioosobowe patrole. Byłam patrolową i jedną z najstarszych łączniczek w oddziale. Drużyna męska stanowiła obsługę sieci telefonów. Stacjonowaliśmy w zespole zabudowań między Placem Dąbrowskiego i ul. Mazowiecką, zmieniając kwatery w razie konieczności. Jako tło dla problemów medycznych podaję kilka fragmentów z mojego życia łączniczki. Chodziłyśmy z meldunkami na ochotnika. W niektórych przypadkach nasz dowódca, por. Rymkiewicz, wyznaczał sam łączniczkę. Przytaczam takie przykłady.
1. 2 sierpnia rano otrzymałam pilny meldunek do zaniesienia na drugą stronę Marszałkowskiej na wprost Moniuszki. Toczy się walka o Pocztę Główną na Placu Napoleona. Ulice puste, bez barykad. Bliskie strzały, których nie umiem zlokalizować. Biegnę Moniuszki, przystaję w bramie nr 8 – tu była moja szkoła Gepnerówny. Posterunek AK poucza mnie: – Biec blisko ścian budynków, bo duży ostrzał i [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Joanna Bitner-Lisowska

WSPOMNIENIE
Urodziłam się 19 X1928 r. w Warszawie.
Ojciec Wacław Bitner ‑ syn gen. Ryszarda Bitnera, był adwokatem, posłem na sejm RP z ramienia Chrześcijańskiej Demokracji. Matka Walentyna Bitner z domu Moksiewicz, lekarz pediatra, pracowała jako lekarz szkolny.
Miałam dwóch braci, Stanisława – który w 1939 r. otrzymał maturę w Liceum im. Stefana Batorego oraz Krzysztofa, który ukończył liceum na tajnych kompletach gimnazjum im. J. Zamoyskiego.
Zajmowaliśmy bardzo duże sześciopokojowe mieszkanie przy ul. Kopernika 10 m. 2. Tam mieściła się także kancelaria ojca. W 1939 r. ojciec wraz z bratem Stanisławem, bojąc się aresztowania przez Niemców, udał się poprzez Rumunię do Paryża; potem jako konsul w Tuluzie ratował żołnierzy polskich wysyłając ich do Anglii. Następnie do końca wojny przebywał w USA.
Matka moja w czasie okupacji będąc referentka sanitarną w Kancelarii Głównej AK zorganizowała drużynę sanitarną, do której ja należałam i moje koleżanki: Zosia Bodytko, córka administratora, naszego domu, Hanka Bukowska córka znanego farmaceuty, właściciela apteki na rogu Marszałkowskiej i Pięknej, Teresa Mężyńska, której matka była lekarzem oraz Krysia (nazwiska nie pamiętam).
W czasie okupacji ukończyłam szkołę podstawową im. Z. Wołowskiej, a następnie gimnazjum im. C. Plater Zyberkówny na tajnych kompletach. Na sanitariuszki szkoliła nas dr Bratkowska. Po zaprzysiężeniu otrzymaliśmy pseudonimy i rozpoczęło się szkolenie. Ja dostałam pseudonim Wanda. Praktykę odbywaliśmy w Szpitalu im. Karola i Marii, w Warszawskiej Szkole Pielęgniarek oraz w ambulatorium i sali operacyjnej Szpitala im. Dzieciątka. Jezus. Wymagania były duże, po każdym cyklu tematycznym, np. aseptyka, bandażowanie, słanie łóżek, pielęgnacja chorych, wykonywanie zastrzyków, opatrywanie ran, unieruchamianie złamań itp. zdawaliśmy rodzaj kolokwium. W czasie szkoleń pokazano nam wzór torby sanitarnej, którą trzeba było sobie uszyć z grubego płótna i zaopatrzyć w typowy zestaw leków, środków dezynfekcyjnych, bandaży i opatrunków, a także [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Zuzanna Cichy-Kraśnicka

WSPOMNIENIA Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

 

Jestem rodowitą Warszawianką. Urodziłam się 5 XI 1924 r. Ojciec pochodził z Kalisza, zaś rodzina mojej matki co najmniej od trzech pokoleń związana była z Warszawą. Od dzieciństwa mieszkałam w Śródmieściu przy ulicy Nowy Świat 22, a od 1936 r. przy ulicy Kruczej 7. Obraz przedwojennej Warszawy zachował się do dziś w mojej pamięci. Byłam uczennicą prywatnej szkoły im. Anieli Wereckiej przy ul. Foksal 18. Mój młodszy brat Zbyszek chodził do szkoły im. Wojciecha Górskiego przy ul. Hortensji 2 (obecnie ulica Górskiego). W czerwcu 1939. Zbyszek ukończył V klasę szkoły powszechnej, a ja zaliczyłam III klasę gimnazjum ogólnokształcącego. Nie przypuszczałam wówczas, że może się cokolwiek zmienić w naszym spokojnym życiu.

1 września 1939 r. wybuchła II wojna światowa. Przeżyliśmy bombardowanie i oblężenie Warszawy. W dniu 26 IX wojska wroga wkroczyły do Warszawy. Zaczęła się okupacja i życie w zniszczonym mieście. Budynek szkoły Górskiego był tylko częściowo uszkodzony. Nauczyciele i uczniowie we wspólnym wysiłku dokonali remontu: wyniesiono gruz, wstawiono szyby w oknach, załatano dziury w dachu. W szkole Górskiego wznowiono naukę 25 X i Zbyszek zaczął uczęszczać do VI klasy szkoły powszechnej. Gmach mojej szkoły spłonął całkowicie 25 IX w czasie oblężenia Warszawy. Okupant zezwolił tylko na otwarcie szkół powszechnych i zawodowych. Legalna nauka w szkołach średnich i wyższych została zabroniona. W całej Warszawie rozpoczęło się tajne nauczanie. Dyrektor mojej szkoły, Grzegorz Zawadzki, wspólnie z nauczycielami zorganizował tajne komplety domowe dla uczennic klas gimnazjalnych i licealnych. W roku szkolnym 1939/1940 ukończyłam IV klasę gimnazjum, zaś mój młodszy brat skończył VI klasę szkoły podstawowej. W ciągu dalszych lat okupacji uczyliśmy się nadal, pomimo że udział w tajnym nauczaniu był wielkim ryzykiem zarówno dla nauczycieli jak i uczniów i rodziców.

W kwietniu 1942 r. zmarł mój jedyny [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Maria Ignatowicz-Wejroch-Kowalska

WSPOMNIENIA Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

Godzina W – pierwszego sierpnia 1944 roku, ulica Chmielna róg Marszałkowskiej – byłam wtedy z moją malutką sześciomiesięczną córeczką u mojej matki w Śródmieściu, w miejscu odległym od mojego stałego zamieszkania, przy ul. Suchej na Kolonii Staszica i Lubeckiego.

Wiedziałam oczywiście o planowanym powstaniu, ale po wyjściu z Pawiaka musiałam się wyłączyć z czynnej służby w Armii Krajowej. Nie liczyłam więc na osobisty udział w Powstaniu Warszawskim, ale los postanowił inaczej. Miałam dobre przygotowanie medyczno-pielęgniarskie, a możliwość opieki mojej matki nad moją córeczką „Kruszynką” umożliwiła mi włączenie się do działań powstańczych.

Nad strachem dominowało uczucie, że wreszcie po tylu latach życia w ciągłym napięciu i zagrożeniu możemy się przeciwstawić gwałtom, terrorowi i prześladowaniom. Jak zawsze, gdy wszyscy są tak samo zagrożeni, wyzwalają się niezwykłe pokłady ludzkiej życzliwości i chęci pomocy. To samo obserwowałam w czasie oblężenia Warszawy w 1939 roku. Znikają wszelkie różnice statusu bytowego, czy intelektualnego – posiadający dzielą się z potrzebującymi, a co warte dodatkowego podkreślenia – robią to w ogromnie sympatyczny sposób, z serca, nie do odrzucenia.

Mieszkańcy naszej kamienicy samorzutnie się organizują i pierwszym zadaniem jest przygotowanie piwnic, już nie jako schronów, ale pomieszczeń do stałego przebywania; tylko jedzenie gotuje się na parterze. Nastrój jest dobry ‑ spokój, bez nerwów.

Już pierwszego dnia grupa chłopców zajęła stanowisko obserwacyjno-strzeleckie w oknach mieszkania, bezpośrednio nad ulicą Chmielną. Pamiętam niektóre pseudonimy chłopców, np. German, Jarema, Anemik – z którymi mieliśmy kontakt aż do kapitulacji powstania.

Ulica Zielna jest pod ostrym ostrzałem w PAST-y, Marszałkowska od strony Dworca Głównego – są już pierwsi zabici i ranni. Budujemy pierwsze barykady, przebijamy się do piwnic sąsiednich domów. Po kilku dniach stoją barykady w poprzek Marszałkowskiej, dwie na Zielnej, jedna na ulicy Złotej. Chłopcy z Gurtu stacjonują w naszych mieszkaniach, [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Zofia Jastrzębska-Kowalewska

MOJE WSPOMNIENIA WOJENNE
 

Polski wrzesień ‑ początek okupacji
Dziś, gdy usiłuję odtworzyć swoje przeżycia wojenne, widzę, jak wielką rolę w moim życiu odegrały patriotyczne postawy ludzi z mego otoczenia. Przede wszystkim ojciec, Julian Jastrzębski, ps. Chuligan (zm. 1936), który w wieku młodzieńczym jako członek PPS walczył z caratem. W roku 1905 brał udział w zamachu na przedstawiciela carskiej władzy. Został aresztowany i uwięziony w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Jako dziecko z ciekawością słuchałam opowiadań na ten temat. Ojciec był wielbicielem marszałka Józefa Piłsudskiego. Do końca życia pozostał mu wierny. Podczas wyborów głosował otwarcie na listę piłsudczykowską: idąc do urny ostentacyjnie wkładał za wstążkę swojego melonika kartkę z numerem pierwszym. Jeszcze bardziej imponował mi mój stryj i jednocześnie chrzestny ojciec ‑ rtm. Karol Jastrzębski. Był on weteranem pierwszej wojny światowej i wojny z bolszewikami w 1920 roku. Jako ułan Legionu Puławskiego został trzykrotnie ranny, w wyniku czego pozostał mu trwały niedowład prawej ręki. Za odwagę i męstwo został odznaczony orderem Virtuti Militari. Mam – jako pamiątkę rodzinną – kopię legitymacji upoważniającej go do noszenia tego odznaczenia. U rodziny do dziś zachował się oryginał tej legitymacji oraz noszony przez stryja Krzyż. Pamiętam, jak przyjeżdżał do nas konno z ordynansem… Trzecią osobą którą pragnęłam naśladować, była Antonina Kon.
Antonina Kon – komendantka hufca PW w naszej Szkole. To ona przygotowywała nas do służby Ojczyźnie, abyśmy w razie potrzeby mogły stanąć w Jej obronie. Byłyśmy, jak wszyscy młodzi, pewne zwycięstwa nad każdym wrogiem, który śmiałby zaatakować Polskę. Żadna z nas nie przypuszczała wówczas, że wojna, która wybuchnie, może być wojną przegraną, że będzie nas czekało długich pięć lat walki podziemnej. Moim dziewczęcym marzeniem była służba sanitarna w wojsku. Pierwszy krok w tym kierunku uczyniłam stając się członkiem, a [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Jadwiga Serafińska-Jodłowska

DZIENNIK Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
1 sierpień 1944
Dziś o 16.45 zaczęło się powstanie. Teraz jest 22.55. Bez przerwy słychać detonacje. Pod naszym domem stał samochód lotników, którzy ustawicznie strzelali, ale brama była zabarykadowana i się wycofali. Podobno Szucha, Poczta, Dworzec i Praga zdobyte. Z mostów zdjęli miny. Niebo w jednej łunie. W pewnej chwili zaczęli… krzyczeć, że Nr 15 się pali, ale to był fałszywy alarm. Zaczął się huraganowy ogień. Samoloty latają. Barykadują Hożą od Kruczej i od Placu Trzech Krzyży. – Na Placu stoją niemieckie czołgi. Noc. Niezapomniane chwile. Woziliśmy piasek w wózku na barykady. Nosiliśmy płyty wybijane z chodnika. Przychodzą żołnierze – nasi, polscy, z biało-czerwonymi opaskami i orzełkami. Deszcz leje. Trzymamy się dobrze, zdobywamy jeden odcinek za drugim. Mosty obsadzone. Biją się na rogu Piusa i Marszałkowskiej. A jednak piękne jest życie. Doczekaliśmy wolności!
12 sierpień – sobota
Boże, dwa tygodnie jeszcze nie minęło, a zdaje się, że powstanie trwa wieki. Tyle mam do napisania, że nie wiem, czy przez chwilę zdołam wyczerpać cały materiał. Pracuję w szpitalu przy ulicy Hożej 13, zorganizowanym przez Tatusia. Budynek szkoły w oficynie zajęli w czasie wojny Niemcy na koszary. Są więc łóżka tak potrzebne dla rannych. Rannych jest już sporo. Na parterze na sali męskiej leży dwunastu chłopaków. Czesław Trojan ma poharataną rękę, drugi Czesław miał prócz kilku drobnych uszkodzeń szok nerwowy. Kiedy mu wszystko przeszło, był bardzo miłym pacjentem. Powiedział mi, że mnie najbardziej lubi ze wszystkich sanitariuszek i kiedyś na dobranoc zaproponował mi, żebym go pocałowała! Następny – Józio – cierpi bardzo, bo ma pogruchotaną nogę. Bogdan D. ma dwadzieścia lat, jest bardzo wysoki, ma nieprawdopodobnie dużą czarną czuprynę. Został ranny, przy Politechnice. Henryk C. – inżynier, delikatny i kulturalny, ma powikłane [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Danuta Sękowska-Jakubowska

WSPOMNIENIA Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

Do konspiracji przystąpiłam we wrześniu 1943 r. przechodząc przeszkolenie sanitarne, które odbywało się w prywatnym mieszkaniu szkolącej nas lekarki przy ul. Tamka. W tym okresie uczęszczałam do szkoły dla pomocniczego personelu lekarskiego dr. Zaorskiego (tajne studia lekarskie).
Dnia 1 VIII 1944 r. odbyło się w godzinach rannych spotkanie konspiracyjne przy ul. Lwowskiej, w czasie którego przydzielono mnie do kompanii Harcerskiej batalionu Gustaw pod dowództwem kpt. Ludwika Gawrycha. Wszyscy otrzymaliśmy rozkaz zgłoszenia się o godzinie W na ul. Senatorską, do domu położonego po przeciwnej stronie ulicy niż Kościół św. Antoniego. Tu odebrano nam dowody tożsamości i zastąpiono je legitymacją powstańczą. Przyjęłam pseudonim Horpyna i otrzymałam legitymację nr 314.
Wkrótce rozpoczyna się akcja. Witold Sadkowski ostrzeliwuje ulicę z balkonu pokoju, w którym się zgromadziliśmy. Wzywają pomoc sanitarną do rannego Niemca wykazującego objawy postrzału płuc. Ginie w naszych oczach. Wracamy do domu i zaczynamy organizować punkt sanitarny. Mieszkańcy okolicznych domów znoszą nam łóżka, pościel, leki i żywność. Jednakże w nocy otrzymujemy rozkaz opuszczenia dotychczasowego stanowiska i udania się na ulicę Ogrodową. W dali widnieją łuny palącego się miasta. Kryjąc się w cieniu domów, pod osłoną nocy, docieramy szczęśliwie do budynku szkolnego znajdującego się przy ul. Ogrodowej, w którym dane nam będzie rezydować parę dni. Na szczęście nie mamy tu jeszcze rannych, zajmujemy się pracą gospodarczo-szwalniczą, szyjemy biało-czerwone opaski, które ozdobią nasze ramiona i hełmy chłopców. Uprzyjemnia nam pracę Grajek (Janusz Wiesiołowski), który „wygrywa wspaniałe koncerty” na znajdującym się w sali rekreacyjnej fortepianie.
Wokół nas wrze, chłopcy wyruszają na akcje zgłaszając się ochotniczo. Wśród wielu innych bohaterskich harcerzy wyróżniają się dwaj bracia, Michał i Krzysztof Światopełk-Mirscy. Dołączają do nas stale nowi ochotnicy, przybywa harcerskie małżeństwo Augustyńskich, już wcześniej związanych z naszą kompanią. Z wielkim entuzjazmem i [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|