Halina Chmielewska

MARIA BARBARA CHMIELEWSKA-JAKUBOWICZ
WSPOMNIENIE O HALINIE CHMIELEWSKIEJ – JEJ PRZEŻYCIA OKUPACYJNE
Halina Chmielewska urodziła się 15 lipca 1899 r. w Cwiglinie, w ziemi mazowieckiej, w wielodzietnej rodzinie Ludwika i Julii z Gutkowskich małżonków Chmielewskich. Ojciec był administratorem majątków ziemian. Zdolna, pracowita, dokładna, sumienna, uczyła się dobrze od dzieciństwa .
W czasie pierwszej wojny światowej rodzina była ewakuowana do Moskwy. Po rewolucji Hala przedostała się do Warszawy przez zieloną granicę. Wstąpiła na Wydział Lekarski Uniwersytetu Warszawskiego w roku 1919. W trakcie studiów odbyła służbę wojskową w Garnizonowym Szpitalu w Grudziądzu. Studia lekarskie skończyła w roku 1924 w Warszawie. Otrzymała dyplom Doctor Medicinae Universae .
Rozpoczęła pracę w Szpitalu Karola i Marii i pod kierunkiem prof. Szenajcha specjalizując się w zakresie pediatrii.
Pracowała w okresie międzywojennym w warszawskiej Kasie Chorych, a następnie Ubezpieczalni, jako rejonowy lekarz pediatra na Starym Mieście.
W roku 1927 wstąpiła w związek małżeński ze Stefanem Chmielewskim, doktorem filozofii i magistrem praw (nie rodzina). Po roku urodziła córkę Marię Barbarę.
Przed wybuchem drugiej wojny światowej odbyła wraz z lekarzami warszawskimi szkolenie w zakresie obrony przeciwgazowej i przeciwlotniczej w Szpitalu Ujazdowskim.
Z chwilą wybuchu wojny została powołana przez prezydenta Stefana Starzyńskiego na stanowisko Szefa Sanitarnego Warszawy Północ. Ta czterdziestoletnia lekarka pediatra pracowała przez cały okres oblężenia stolicy z delegatem prezydenta miasta Cyprianem Odorkiewiczem (później kpt. Krybar) przy ul. Długiej 25. Odpowiadała za pracę punktów sanitarnych na rozległym terenie od Alei Jerozolimskich i linii Wisły aż do Wawrzyszewa i Powązek. Jeździła samochodem, a potem już tylko motocyklem, kontrolowała pracę stanowisk, rozdzielała środki opatrunkowe i leki. Nocami pisała sprawozdania. Po kapitulacji wróciła do domu, do jedenastoletniej córki i ciężko chorego męża, do zburzonego częściowo mieszkania.
Za obronę Warszawy została odznaczona w Ratuszu Krzyżem Walecznych.
W okresie pięcioletniej [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Stanisław Iwankiewicz

POWSTANIE
 
20 lipca głośny zamach na Hitlera i nadzieja na szybsze zakończenie wojny. Kilka dni później widać ciągnące przez Warszawę kolumny rozbitych armii, głównie włoskich, rumuńskich, węgierskich. Wielu rozbitków idzie boso, a niektórzy tylko w bieliźnie. Woły ciągną armaty. Żołnierzy niemieckich jednak nie widać. Idą innymi trasami. Ewakuują się urzędy niemieckie… Po dwóch, może trzech dniach następuje powrót Niemców i nowy ład — obsadzanie wszystkich bunkrów i punktów oporu.
Spotykam się z Jurkiem Wilkiem, który mówi o przygotowaniach do powstania. Mam się dwa razy dziennie meldować u niego na Hożej w tzw. jajczarni – Spółdzielni Spożywców, gdzie on pracuje.
l sierpnia, wtorek. Jadę do Jurka w południe. Okazuje się, że godzina „W” jest wyznaczona na 17.00. Umawiamy się na 16.00 w „jajczarni”. Gdy się spotykamy i ruszamy na punkt zbiórki, tuż obok mijanego przez nas domu stoi niemiecki łazik, a w nim pozostawione beztrosko dwa pistolety maszynowe. Ich właściciele leżą pod maszyną zajęci jakąś naprawą. Niebywała okazja i pokusa. Można chyba bez trudu zdobyć te pistolety. Dla nas to majątek. A może to tylko prowokacja? O 17.00 mamy być w lokalu konspiracyjnym na Furmańskiej 12. Jeśli teraz wdamy się w awanturę i wywołamy przedwcześnie strzelaninę? Nie, trzeba wykonać rozkaz, który brzmi: 17.00 w lokalu konspiracyjnym zbiórka.
Z tramwaju wysiadamy pod wiaduktem mostu Poniatowskiego i idziemy dalej pieszo. Po chwili strzelanina. Wpadają na nas żandarmi strzelający seriami i biegnący odskokami w naszą stronę. Jest za późno, by się wycofać i nie ma gdzie. Żandarmi, jakby nas nie widzieli, przebiegają obok, strzelając oddalają się…
Musimy przystanąć. Ten epizod kosztował nas dużo nerwów!
- Wiesz – mówię do Jurka -jestem przekonany, że jeśli przeżyliśmy takie spotkanie, to przeżyjemy całe powstanie.
- Oby tak było – odpowiada.

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Barbara Horniecka-Gwizdalska

WSPOMNIENIA PRZEŻYTYCH ZDARZEŃ

 

27 czerwca skończyłam dwanaście lat. Mieszkałam z rodzicami, starszym o dziewięć lat bratem i dziadkiem w Warszawie przy ul. Franciszkańskiej 10. Z naszego balkonu w odległości około 150 metrów na prawo widać było ul. Bonifraterską, a tuż za nią mur getta, za którym rysowały się ruiny wypalonych domów.

Mój ojciec był uczciwym i prawym człowiekiem. Kochałam go i uwielbiałam. Był subtelny i taktowny. Cechy te nie pozbawiały go poczucia humoru. Posiadał też wspaniały dar opowiadania. Kiedy zaczynał opowiadać, mogłam go z zapartym tchem słuchać przez długie godziny. Najbardziej lubiłam słuchać wspomnień o wojnie z bolszewikami w 1920 r. Ojciec miał wówczas dwadzieścia dwa lata i służył w 5. Pułku Ułanów. Zgłaszał się często na ochotnika na zwiady, a także brał udział w licznych potyczkach. Opowiadał też o urokach ułańskiego życia: woltyżerce, przyjaźni człowieka z koniem i wielu innych interesujących rzeczach i zdarzeniach. Był wielkim patriotą, gotowym bez wahania oddać życie w obronie ojczyzny. Niemal od początku utworzenia Armii Krajowej walczył w jej szeregach.

W lipcu AK bardzo intensywnie przygotowywała się do zbrojnego powstania. Zapadła decyzja, że rozpocznie się ono 1 VIII. policyjnej. Mój ojciec razem z moim bratem po poważnym i serdecznym pożegnaniu 31 VII wieczorem wyruszyli z domu. Zgodnie z rozkazem mieli przed godziną policyjną zameldować się na miejscu zbiórki swojego oddziału.

1 sierpnia moja mama postanowiła przed rozpoczęciem akcji zbrojnej załatwić ważną sprawę: odebrać pożyczone znajomym pieniądze. Miała zrobić to dwa tygodnie wcześniej. Teraz uznała, że sprawa jest bardzo pilna. O godz. 13.30 wyszła z domu, aby wsiąść do tramwaju i dojechać do Placu Kazimierza Wielkiego, gdzie mieszkali owi znajomi. Dotarła tam bez przeszkód, ale powrót do domu był już niemożliwy. Zbieg okoliczności sprawił, że niektóre oddziały AK czekające w miejscach zgrupowań dużo [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Maria Kobuszewska-Faryna

WSPOMNIENIA Z UDZIAŁU W POWSTANIU WARSZAWSKIM
1944 R
Minęło już 57 lat od tych pamiętnych, tragicznych dni. Życie pędzi z coraz to większą szybkością, której bynajmniej nie wstrzymuje fakt, że jestem już od jedenastu lat emerytką zatrudnioną tylko w połowie wymiaru czasu. Warunki życiowe zmienione ograniczeniami ekonomicznymi, spadek sił fizycznych, pamięć wyraźnie słabsza, obrazy z lat dawnych bledną, płowieją, wypadają lub zmieniają siłę wyrazu. Powstaje przeto bardzo smutne przekonanie, że wspomnienia z lat tak odległych stają się niedokładne, przez to mało prawdziwe. Być może są zbyt przekoloryzowane lub może o wiele bardziej wiarygodne od tych, które są odtwarzane na podstawie notatek pisanych na żywo, tj. spisanych na gorąco w czasie powstania. Na to jednak nie miałam czasu ani warunków. A jednak może warto ocalić od zapomnienia nawet te wrażenia bardzo odległe, choćby stanowiły tylko strzępy ówczesnej rzeczywistości…
W 1944 r. byłam dwudziestoczteroletnią warszawianką, po dwóch latach studiów uniwersyteckich na dwóch wydziałach: prawnym i lekarskim (1937-1939). W czasach okupacji niemieckiej kontynuowałam studia lekarskie na wydziale lekarskim tajnego Uniwersytetu Warszawskiego, po uprzednim zaliczeniu (1941-1942) programu Prywatnej Szkoły dla Pomocniczego Personelu Medycznego, zorganizowanej przez docenta dr. Jana Zaorskiego. W czasie tajnych studiów byłam zatrudniona jako fasowaczka, tzw. pracownik III stołu, w prywatnej aptece mgr. farmacji Michała Albrechta, który zapewniał mi posiadanie karty pracy, tolerując dowolny czas pracy, co umożliwiało studia. Wiosną 1944 r. zostałam zmobilizowana przez moją starszą koleżankę z gimnazjum im. Leonii Rudzkiej w Warszawie, dr. Zofię Bratkowską, ps. Dr Barbara, znaną po wojnie pod nazwiskiem męża jako dr Zofia Szklarska.
Zostałam zaliczona jako ochotnik do służby w Armii Krajowej, studentka medycyny, powołana do pracy lekarza w przygotowywanych placówkach służby zdrowia organizowanych przez Armię Krajową na wypadek wybuchu Powstania Warszawskiego. Losy moje w końcowym okresie II wojny [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Andrzej Danysz

WSPOMNIENIA „MEDYKA” Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
W maju 1944 r. ukończyłem II turnus Szkoły Podchorążych Rezerwy organizowanej przez Narodową Organizację Wojskową (NOW) podległą dowództwu warszawskiego okręgu AK. W Szkole Podchorążych znalazłem się po rozbiciu grupy kontrwywiadu AK przez Niemców (prowokacja dywersyjnej organizacji Pług i Miecz). Dostałem przydział do kompanii Grażyna dowodzonej przez ppor. Mariana Krawczyka ps. Harnaś. Kompania Grażyna miała wyznaczoną koncentrację na wypadek powstania, którego spodziewaliśmy się już znacznie wcześniej, w fabryce trykotaży przy ul. Sienkiewicza 16 na godz. 17.00.
Na miejsce koncentracji przybyłem nie bez trudności ok. 16.00. Wyczuwało się atmosferę podniecenia, niepewności i zdenerwowania. Niemcy też zachowywali się nie tak butnie i pewnie jak zwykle. W miejscu zgrupowania, które stanowiły dość duże hale produkcyjne, doznałem szoku. Zgromadziło się bowiem kilkudziesięciu „kandydatów” na powstańców, przy czym większość z nich była bez broni. Ostatecznie na 65 ludzi – żołnierzy, sanitariuszek i łączniczek – były 3 pistolety maszynowe i kilka pistoletów Oddziału Specjalnego kompanii (tzw. OS). Byłem już doświadczonym żołnierzem i nie mogłem oprzeć się wrażeniu beznadziejności naszej sytuacji. Z gołymi rękami na czołgi i bunkry?!
O godz. 16.30 ppor. Harnaś zarządził zbiórkę oddziału i wygłosił krótkie przemówienie. Poczułem się lepiej. Dowódca wysłał następnie patrole rozpoznawcze na ul. Marszałkowską i Pl. Napoleona w celu zorientowania się w sytuacji, a w szczególności ustalenia, czy istnieje możliwość dotarcia na ul. Królewską i zdobycia obsadzonego przez Niemców tzw. Domu bez Kantów. Niestety, okazało się, że Niemcy blokowali wszelkie ruchy na Pl. Napoleona i wzdłuż ul. Mazowieckiej ze swych stanowisk ulokowanych na Poczcie Głównej (obecnie mieści się tam NBP).
Oddział przemieszczono doraźnie do kamienicy na rogu Sienkiewicza i Marszałkowskiej. Około godz. 18.00 zajechał przed nią czołg „Pantera” i po chwili wyczekiwania oddał strzał w naszą stronę. Pocisk przebił front [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Barbara Burzyńska-Daniluk

WSPOMNIENIA WOJENNE

Już jako uczennica gimnazjum, a potem studentka medycyny w Szkole Sanitarnej doc. Jana Zaorskiego byłam skierowana do Szpitala Przemienienia Pańskiego na Pradze, gdzie uczono nas zakładania opatrunków i udzielania pierwszej pomocy rannym. Trzeba było poznać również konstrukcję broni i sposób jej używania.
Przenosiłam również tajne papiery. Był to 1942 r. W momencie wybuchu powstania byłam skierowana wraz z moją siostrą i kilkoma dziewczętami na punkt sanitarny przy ulicy Grochowskiej. Powstanie na Pradze stopniowo wygasało. Powrót z punktu sanitarnego był bardzo niebezpieczny – przez cały czas pod ostrzałem. Szczególnie koło Dworca Wileńskiego świstały liczne kule nad moją głową. Dziwne, że udało mi się przejść pod tą okropną strzelaniną. Wkoło leżały trupy ludzkie. Przez cały czas modliłam się odmawiając „Pod Twoją obronę”.
Moja siostra została postrzelona przez Niemców w lewą kończynę górną bardzo blisko serca. Jej transport był trudny i musiała zostać w prywatnym mieszkaniu, ale groziło jej zakażenie z powodu braku leków. Rannych było wielu. Zmusiło to lekarzy do zorganizowania szpitala na terenie szkoły przy ulicy Kowelskiej 1, pod opieką chirurga dr. Mieczysława Pyżakowskiego, dr. Stanisława Rybickiego i dr. Mieczysława Galeckiego. Pomagali nam również ludzie cywilni w charakterze noszowych, pielęgniarzy i służb technicznych. Robiliśmy wiele opatrunków rannym.
W sali na pierwszym piętrze, przystosowanej do wykonywania w niej zabiegów chirurgicznych, wykonywano trudne operacje, często pod ostrzałem artyleryjskim, z koniecznością przerywania zabiegu, bo wpadały pociski. Często gasło światło. Na sali operował dr Pyżakowski, a często instrumentariuszką była Elżbieta Skarżyńska, stażystka-studentka z wydziału lekarskiego podziemnego Uniwersytetu Warszawskiego. Była osobą bardzo wątłą, tym bardziej zagrożoną trudnymi warunkami, jakie panowały w szpitalu wojennym. Zachorowała w krótkim czasie na gruźlicę płuc. Z ledwością ją uratowano. Kilka lat temu zmarła na nowotwór przewodu pokarmowego. Pamiętam młodego podporucznika, który był dwa razy [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Mieczysław Antoni Buczkowski

RELACJA Z OKRESU POWSTANIA  WARSZAWSKIEGO
W chwili wybuchu II wojny światowej mieszkałem w Warszawie, gdzie spędziłem cały okres okupacji. Pracowałem jako sanitariusz-anestetysta w Szpitalu Dzieciątka Jezus i Szpitalu Ujazdowskim, studiując równocześnie medycynę na tajnych kompletach Uniwersytetu Warszawskiego.
W ostatnich dniach lipca 1944 r. zostałem zaprzysiężony i otrzymałem pseudonim Buk oraz rozkaz stawienia się na zbiórkę w chwili wybuchu powstania w Szpitalu Ujazdowskim.
Wybuch powstania 1 sierpnia zastał mnie na Żoliborzu przy ul. Mickiewicza 30, gdzie mieszkałem. Ponieważ nie zdołałem się już przedostać na miejsce zbiórki do Szpitala Ujazdowskiego, wspólnie z grupą pracowników medycznych i innych mieszkańców Żoliborza, wśród których pamiętam pana Gajewskiego, panią doktor Zalewską (?) oraz ginekologa doktora (?), przystąpiłem do organizowania punktu medycznego w jednym z dwóch pawilonów, jakie istniały w miejscu obecnego kina przy Placu Wilsona.
W pierwszych kilku dniach nasz punkt obejmował opieką głównie ludność cywilną, a po okresie około tygodnia przejęły go władze wojskowe AK. Otrzymałem wówczas legitymację AK z ps. Buk i potwierdzeniem mego stanowiska jako „młodszego lekarza”. Rozpoczęliśmy przygotowania na przyjęcie większej liczby rannych za Szpitala Zmartwychwstanek. W połowie sierpnia Szpital Polowy z Klasztoru Zmartwychwstanek został przeniesiony do odpowiednio przystosowanych pomieszczeń na ul Krasińskiego 10 (róg Pl.. Wilsona). Na salę operacyjną przygotowany został mały budynek stojący na podwórzu. Dotychczasowy punkt medyczny przeznaczono dla rannych z tężcem.
Ponieważ już poprzednio przez kilka lat pracowałem na oddziałach chirurgicznych Szpitala Dzieciątka Jezus i Szpitala Ujazdowskiego u prof. Krotowskiego i Stefanowskiego, otrzymałem stały przydział na salę operacyjną jako asystent dr Kanabusa, z którym stale pracowałem. Równocześnie asystowałem również innym operatorom, i tak dr. Węglewiczowi – komendantowi Szpitala, dr. Łydkowskiemu, Chmielewskiemu. Praca odbywała się na trzech stołach operacyjnych. Często oprócz wykonywania obowiązków asysty, pełniłem również obowiązki anestetysty przy zabiegach operacyjnych. Liczba rannych gwałtownie [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Zofia Szamowska-Borowska

OKUPACJA, POWSTANIE WARSZAWSKIE I PO WOJNIE
Lato 1939 r. było wyjątkowo upalne. Spędzaliśmy je w sześcioro (rodzeństwo cioteczne) w majątku mojej babci i było nam bardzo wesoło. Bawiliśmy się, jeździliśmy konno, pływaliśmy. Byłam wtedy wesołą, lubiącą tańczyć i bawić się, szczęśliwą dziewczyną. Moja babcia, wspaniała polska dama, powiedziała: „Ale wy macie życie. Za mojego dzieciństwa dziewczęta i młode kobiety zajmowały się jedynie darciem szarpi dla powstańców 63. roku, gdyż wszyscy wasi dziadkowie byli w powstaniu. Nie bawiły się tak jak wy.”
Uśmiechnęłam się i powiedziałam: „Babciu, nie wiadomo, co nas jeszcze spotka.” Moja babcia machnęła tylko ręką. I stało się. We wrześniu wybuchła wojna i mój świat przestał istnieć.
Mieszkałam przy ul. Wspólnej 11. Na parterze mieszkał lekarz, do którego zgłosiłam się i pracowałam z nim razem w Szpitalu św. Łazarza przez całe dnie września 1939 r. Zetknęłam się wtedy pierwszy raz z chorobą, rannymi i śmiercią. Z września 1939 r. zapamiętałam dokładnie ochrypły głos prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego, który dodawał nam otuchy. Był moim dalekim krewnym, z czego jestem bardzo dumna.
Pamiętam chwilę, gdy Niemcy weszli do Warszawy i wjeżdżali na Uniwersytet, a ja stałam przed bramą na Krakowskim Przedmieściu. Byłam taka wściekła i zrozpaczona, że gotowa byłam rzucić się na nich z gołymi pięściami. Byłam wtedy studentką I roku fizyki.
W czasie okupacji, aby mieć ausweiss i nie być wywiezioną na roboty do Niemiec, pracowałam w polskiej fabryce, Instytucie Fermentacyjnym przy Krakowskim Przedmieściu.
Po zakończeniu pracy w Szpitalu św. Łazarza byłam, z ramienia PCK, opiekunką rannych żołnierzy w Szpitalu Ujazdowskim. Początkowo w oddziale IV b chirurgii plastycznej. Ordynatorem był doc. Michałek-Grodzki. Był tam też dr Lipski, pielęgniarka oddziałowa i instrumentariuszka Trybianka. Leżeli tam oficerowie i żołnierze z różnych stron Polski. Przechodzili oni [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Stefania Grzeszczak (Grzeszczakówna)

Stefania Grzeszczak ps. “Stefa” (ur. 10 lutego 1923 w Warszawie, zm. 15 września 1944 tamże) – sanitariuszka – łączniczka, uczestniczka powstania warszawskiego w III plutonie “Felek” 2. kompanii “Rudy” batalionu “Zośka”. Siostra Aleksandry Grzeszczak (ps. “Oleńka”). Córka Stefana.
Podczas okupacji służyła w 2. drużynie plutonu żeńskiego “Oleńka”. Na czas powstania przyłączona do baonu “Zośka”. Wraz ze swoim oddziałem służyła na Woli, Starym Mieście i Czerniakowie.
11. dnia powstania warszawskiego wraz z pięcioma żołnierzami (Jerzy Gawin, Andrzej Samsonowicz, Jerzy Rządkowski, Tadeusz Sumiński, Wojciech Markowski) i dwiema sanitariuszkami (Irena Kołodziejska, Grażyna Zasacka), została odcięta od batalionu podczas walk w obronie cmentarzy wolskich. Grupa ta w dniach następnych przebiła się do Kampinosu, stamtąd na Żoliborz, później zaś, przechodząc kanałami na Stare Miasto, dotarła do swego oddziału.
Stefania poległa 15 września 1944 w walkach powstańczych przy ul. Wilanowskiej 1 na Czerniakowie. Miała 20 lat. Pochowana w kwaterach żołnierzy i sanitariuszek batalionu “Zośka” na Wojskowych Powązkach w Warszawie. Tam też znajduje się symboliczny grób jej siostryAleksandry Grzeszczak “Oleńki”, która 30 stycznia 1944 została aresztowana, torturowana, po czym rozstrzelana w gruzach getta.
Została dwukrotnie odznaczona Krzyżem Walecznych.

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Aleksandra Grzeszczak (Grzeszczakówna)

Urodzona 1 II 1921 r. Wychowana w mieszczańskiej rodzinie warszawskiej, w duchu patriotycznym. Skromna, cicha, wierna Kościołowi, nie narzucała swoich poglądów. Harcerka, absolwentka liceum im. N. Żmichowskiej.
Na przełomie lat 1939/1940 związała się z ideowo-wychowawczą organizacją Pet, zapewne za sprawą Zofii Krassowskiej (Zosi Dużej). W ramach tego stowarzyszenia uczestniczyła w tajnych kursach sanitarnych. Zainteresowana służbą chorym, szanująca godność cierpiącego człowieka, skorzystała z możliwości studiowania medycyny. We wrześniu 1941 r. wstąpiła do Prywatnej Szkoły dla Pomocniczego Personelu Sanitarnego doc. dr. Jana Zaorskiego, w Warszawie. Wyróżniała się pilnością, starannością i nie z przypadku związała się z koleżankami bliskimi jej ideowo: Ewą Stefanowską, Lidką Daniszewską, Irką Kołodziejską.
Po włączeniu Petu do wojskowej organizacji podziemnej znalazła się w Grupach Szturmowych, w Oddziale Specjalnym Jerzy, podległym Kierownictwu Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej. Funkcje sanitarne łączyła ze służbą łączności: była także łączniczką Oddziału Specjalnego Jerzy. Z jej rekomendacji w tej jednostce znalazły się również wspomniane koleżanki. Zdziwione były, kiedy w tej podziemnej organizacji spotkały kilku kolegów ze Szkoły Zaorskiego.
Aleksandra Grzeszczakówna brała aktywny udział w akcjach dywersyjnych, m. in w akcji zwanej „Taśmą”zorganizowanej przeciw strażnicom wroga na granicy Rzeszy i Generalnego Gubernatorstwa. Granica przebiegała wówczas kilka km za Wyszkowem. Atak na wieś Sieczychy nastąpił 20 sierpnia 1943 r. Zginął wtedy Tadeusz Zawadzki Zośka, zastępca dowódcy OS Jerzy, hm. Ryszarda Białousa. Pierwszego września oddział ten uległ przemianie. Sformowano batalion, który przyjął wojenne zawołanie Zośka. Oleńka Grzeszczakówna wraz z Irką Kołodziejską pełniły przy nim obowiązki sanitariuszek i łączniczek. Jako drużynowa grupy dziewcząt w kompanii Rudy batalionu Zośka, podlegała bezpośrednio Zofii Krassowskiej, dowódcy żeńskiego plutonu sanitariuszek i łączniczek przy tym batalionie.
W styczniu 1944 r. przenosiła materiały szkoleniowe na kurs wielkiej dywersji. Na Placu Narutowicza została aresztowana, po czym poddana bardzo ciężkiemu śledztwu [...]

By |September 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|