Wiesław Stembrowicz

MIAŁEM JEDNAK SPORO SZCZĘŚCIA

 Mój Boże, to już blisko 60 lat minęło od walk powstańczych w Warszawie … Miałem wówczas ledwie 20 lat. Byłem, jak wielu wówczas, ściśle związany z Armią Krajową, jednocześnie w miarę skromnych mych możliwości pracując zarobkowo, a też studiując medycynę. Pamiętam doskonale, że po wysłuchaniu w jednym z pawilonów Szpitala Ujazdowskiego wykładów profesora Franciszka Venuleta z patologii ogólnej, miałem wyznaczony przez niego termin egzaminu z tego przedmiotu w pierwszych dniach sierpnia 1944 r. Byłem chyba nieźle przygotowany, patologia ogólna wydawała mi się ciekawa i w miarę łatwa, by ją bez większych trudności „zaliczyć”, a sam profesor Venulet nie robił wrażenia człowieka surowego i nadmiernie wymagającego. Egzamin ten, oczywiście, zdałem, lecz nie u profesora Venuleta, a u profesora Juliana Walawskiego i to nie w sierpniu 1944 r., lecz po powrocie z Francji w parę lat później.
Wszystkim dobrze wiadomo, że 1 VIII 1944 r. wybuchło powstanie w Warszawie. Ja byłem jednym z jego licznych uczestników. Mój ówczesny powstaniowy szlak bojowy zdawał się nader poplątany … Więc Powązki (dosłownie kilka godzin), Wola, następnie Stawki (z przerwą dwa razy) – tam znajdowały się przerażające swoim ogromem magazyny niemieckie, zaopatrujące front wschodni, przede wszystkim żywnościowe (głównie konserwy mięsne w puszkach), również mundurowe; jakże przydało się to wszystko dla nas, Armii Krajowej i ludności cywilnej – Getto (bardzo krótko), Stare Miasto (ściśle tzw. Reduta Kanoniczek, przylegająca do Banku Polskiego, vis-ŕ-vis gmachów Teatru Wielkiego i Narodowego), wreszcie już na koniec Śródmieście, po przejściu, dosłownie na kolanach, w jedenaście godzin trwającym marszu, bardzo niskim kanałem, niestety, nie „burzowcem”. W Śródmieściu już właściwie tylko prawie odpoczywałem, co prawda, w dużym stopniu „na głodniaka” (głównie „kasza pluj”), a powodem mego wypoczynku było niezupełnie wygojone zranienie, niedawno odniesiona kontuzja „na Kanoniczkach” [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Natalia Łusznienko-Sobczak

I WRÓG BYWA CZŁOWIEKIEM
Dzień 1 VIII 1944 r. Jadę tramwajem na punkt zborny naszej sekcji mieszczący się przy ulicy Filtrowej 33. Plecaki nasze z rzeczami osobistymi złożyłyśmy tam przed dwoma dniami. Dzień 1 VIII był pochmurny. Chwilami padał drobny deszcz. Tramwaj pełen jest młodych ludzi. Miny mają posępne, skupione. Wyczuwa się atmosferę pełną napięcia. Ludzie na ulicy są spięci, poważni. Patrole niemieckie wzmocnione do czterech, a nawet do sześciu żołnierzy. Są niepewni. Z daleka zza Wisły słychać strzały armatnie. To artyleria sowiecka. Są więc blisko. Dojeżdżam do Filtrów. Stąd idę na Filtrową 33. Zbiórka wyznaczona była na godzinę 15. Dziewcząt jest jeszcze niewiele. Nie znam ich. Są z innej sekcji. Ale już zjawia się Zosia, Krystyna Jarecka – nasza szefowa, Basia, Ewa, nareszcie przychodzi moja Kryśka. Bałam się już, że nie przyjdzie. Grupa nasza staje się coraz liczniejsza. Wydaje mi się, że jest nas za dużo. Krystyna obejmuje komendę. Zbieramy swoje rzeczy i przenosimy się na ul. Prezydencką 10, gdzie zajęła swoje stanowisko nasza komenda. Stamtąd Roman, nasz dowódca, wydaje rozkazy. Patrzymy na zegarki. Już jest 16.30. Z Prezydenckiej 10 przenosimy się na przygotowany dla nas punkt sanitarny na ulicę Langiewicza 5. Ulice są puste. Nikt do nas nie strzela. Jesteśmy na miejscu. Willa jest pusta i piękna. Na parterze w salonie, może jadalni, leżą materace, koce. Na stole trochę materiałów opatrunkowych, a w kącie pokoju nosze. Jest też nasz lekarz Marek, który nie budzi zaufania. Sam jest ciężko przestraszony. W holu czekamy w napięciu. Nasi chłopcy biegają, wypatrując transportu broni. Broni nie ma.
Czas się wlecze. Czekamy na godzinę W. Gdzieniegdzie słychać pojedyncze strzały. Pytam się któregoś z chłopców, jakie mamy zadanie. Pada odpowiedź: – Połączyć się z naszymi oddziałami na ulicy [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Krystyna Szyper-Tomczyk

WSPOMNIENIA Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
Mam napisać relację z czasu Powstania Warszawskiego, o tym, co widziałam, w czym uczestniczyłam, co pamiętam. Przede wszystkim jestem wdzięczna losowi, że tak właśnie mną pokierował w tym krótkim przecież, ale bardzo ważnym i niezapomnianym okresie mojego życia.
Najpierw jednak muszę opowiedzieć, kim jestem.
Nie jestem warszawianką; pochodzę z dziada-pradziada z Wielkopolski. Urodziłam się 23 VII 1918 roku w Posadowie powiat Nowy Tomyśl, województwo poznańskie, a więc w wówczas jeszcze istniejącym zaborze pruskim, pod panowaniem cesarza Wilhelma II.
Ojcem moim był Stanisław Szyper, ziemianin, uczestnik Powstania Wielkopolskiego, matką Antonina z domu Wiatrolik. Egzamin dojrzałości w gimnazjum im. Gen. Zamoyskiej w Poznaniu zdałam w maju 1936 roku. W czerwcu 1939 roku ukończyłam trzeci rok studiów na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego.
Potem cudowne lato, ostatnie beztroskie wakacje, choć pomruków zbliżającej się nawałnicy nie można było nie słyszeć. 1 września wybuchła wojna. Nie czas tutaj i miejsce na opisywanie tego, co przeżyliśmy w pierwszych miesiącach wojny. Najpierw przetoczyła się przez nasz dom fala uciekinierów – krewnych i znajomych znad granicy niemieckiej, dążących na wschód, byle za Wisłę. 1 września pierwsze bombardowanie stacji kolejowej i cukrowni w pobliskiej Środzie. Lekarze ze szpitala zostali powołani do wojska, na miejscu był tylko kolega student z V roku i ja. Jeszcze 3 września schronił się u nas w parku duży oddział kawalerii z Poznania. Kwaterowali przez dzień i noc. Ojciec mój nie chciał opuszczać domu, jednak pod presją rodziny ugiął się, zwłaszcza że wszystkie majątki dookoła były już opuszczone przez właścicieli. 5 września wyjechaliśmy z bliższą i dalszą rodziną w kierunku Warszawy. 14 września byliśmy pod Kutnem i stamtąd zawrócili nas Niemcy. Perypetie tej eskapady to też materiał na dłuższe opracowanie. Po powrocie rządy niemieckie w majątku, [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Jadwiga Klarner-Szymanowska

POWSTANIE WARSZAWSKIE – ANIOŁEK
1 sierpień 1944 r. Rano zawiadamia mnie łączniczka z oddziału, że zbiórka patrolu sanitarnego razem ze sprzętem jest o godzinie 14. Podaje adres: Czerniaków, ul. Mączna, piekarnia. Ma też zawiadomić moje koleżanki z oddziału. Raz jeszcze sprawdzam oddziałową apteczkę. Od długich miesięcy kompletowaną i uzupełnianą po trochu, po parę bandaży, po paczce waty, żeby nie zwracać uwagi w aptece kupowaniem zbyt dużych ilości środków opatrunkowych naraz.
Biorę tylko rzeczy osobiste najniezbędniejsze na trzy dni – bo tyle czasu ma trwać powstanie, potem ma przyjść pomoc. Nie biorę kennkarty – od dawna mamy zapowiedziane, że na zbiórkę przed Godziną W stawiamy się bez dokumentów. Żegnam się z matką unieruchomioną w łóżku, po wylewie. Mówię:
– Mamusiu, wychodzę, możliwe, że nie będzie mnie kilka dni, nie niepokójcie się.
Na co matka, która nie całkiem orientuje się w sytuacji, której mylą się najprostsze rzeczy – po wylewie umysł nie funkcjonuje prawidłowo – wyciąga spod poduszki dwa tysiące złotych, to wówczas było sporo pieniędzy, zawinięte w chustkę i daje mi:
– To ci się może przydać – i kreśli znak krzyża ma moim czole.
Dzień jest duszny, parny, chwilami kropi drobny deszcz. Ulice wyglądają inaczej niż zwykle. Nie chodzą żadne tramwaje, Niemców nie widać, pełno za to młodzieży, chłopców, dziewcząt, zaaferowanych, śpieszących w różne strony z paczkami, nieraz o dziwnych kształtach, chłopcy przeważnie w długich butach (taka była okupacyjna moda). Dźwigam moją pakę z apteczką. Nie jest bardzo ciężka, ale duża i nieporęczna do niesienia. Na zupełnie pustej Czerniakowskiej spotykam męża jednej z moich koleżanek. Jedzie luksusowo rikszą towarową – sadowię się obok niego, na twardych paczkach. Ulga! Kiedy przejeżdżamy koło koszar niemieckich przy Czerniakowskiej, skąd z bunkrów łyskają lufy karabinów maszynowych, mój towarzysz [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Edmund Przybyła

WSPOMNIENIA Z POWSTANIA

Zaprzysiężony zostałem na kapelana zgrupowania powstańczego AK Oaza V Obwodu Mokotów, przez dowódcę por. Czesława Szczubełka ps. Jaszczur, dnia 25 II 1944 r. Otrzymałem nr rej. 222, ps. Grzmot. Od tego czasu odbierałem przysięgi żołnierzy AK
Akcję charytatywną podjąłem przed powstaniem i pełniłem też w jego czasie, zbierając żywność, sprzęt i środki lecznicze na potrzeby szpitala. Brałem udział w odprawach. W powstaniu pełniłem posługę kapelana na Sadybie, na przyczółkach koło Siekierek i przed Wilanowem.
Asystowałem przy operacjach jako kapelan i pomocnik lekarzy dr. Sosnowskiego, dr. Uliszewskiego, dr. Zielińskiego, dr. Krotoskiego, dr. Ruszkowskiego. Codziennie odwiedzałem chorych. Poległych żołnierzy AK i AL chowałem nieraz późnym wieczorem z powodu nalotów nieprzyjaciela. W czasie powstania zostałem na odprawie mianowany majorem. Po pacyfikacji Sadyby zbieraliśmy z lekarzami rannych. Spotkany patrol zamierzał nas rozstrzelać na polu przed fortem.
Z upadkiem Sadyby, po koszmarnej nocy z 2 na 3 września 1944, na polu przed fortem, wywieziono nas rankiem do obozu w Pruszkowie.
Godzina W
Po odprawie 1 VIII 1944 o godz. 11 u komendanta Jaszczura – dr. Szczubełka – otrzymałem jako kapelan AK rozkaz stawienia się o godz. 17 w Zakładzie sióstr Marianek przy ul. Chełmskiej. Mimo ostrzału dotarłem na wyznaczone miejsce. Wszyscy byli już obecni, z dowódcą Jaszczurem na czele. Byli też lekarze dr Sosnowski, dr Uliszewski i dr Zieliński; przybywali też coraz to inni lekarze z instrumentami medycznymi w walizeczkach. Dwie sale z łóżkami były już przygotowane na szpital, jak i sala operacyjna z dużym stołem kuchennym wyszorowanym do białości. Sterylizatory do gotowania narzędzi chirurgicznych na stole obok. Duże puszki sterylne z wyjałowioną gazą do opatrunków, bandaże i narzędzia chirurgiczne
Jedne grupy AK wychodziły do akcji, inne wracały prowadząc lub niosąc rannych. Co chwila od nowych ochotników, [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Janina Śliwicka

Dzieciństwo i młodość
Urodziła się 16 maja 1910 roku w Lublinie, w zamożnej rodzinie inteligenckiej. Do 1929 roku mieszkała przy ulicy Kościuszki 8 w rodzinnym mieście. Ojciec, Daniel, był redaktorem i wydawcą „Ziemi Lubelskiej”. Rodzina często wyjeżdżała do pobliskiego Nałęczowa, gdzie Michalina i jej siostra miały przybrane ciotki Szołowskie, właścicielki willi „Lira”. Po śmierci Daniela Śliwickiego matka Michaliny powtórnie wyszła za mąż za Franciszka Głowińskiego, wydawcę „Expressu Lubelskiego” i przyjaciela Józefa Czechowicza.
Edukacja
Janina Śliwicka zdała maturę w Gimnazjum ss. Urszulanek w Lublinie. Tu też nawiązała przyjaźń z Ireną Eljaszewicz – przyjaźń wyjątkową, bo trwającą, mimo wielu zawirowań wojennych i powojennych, do końca życia. Naukę kontynuowała w Warszawie, gdzie przebywała z rodziną od 1929 roku. 30 czerwca 1936 roku ukończyła Miejską Szkołę Sztuk Zdobniczych i Malarstwa w Warszawie. Od tego czasu prowadziła w stolicy własną pracownię ceramiki artystycznej, zniszczoną podczas jednego z pierwszych bombardowań niemieckich.
Kopia wizerunku Matki Boskiej Ostrobramskiej
W 1938 roku Janina Śliwicka wykonała z myślą o swojej siostrze pięć kopii wizerunku Matki Boskiej Ostrobramskiej w polewie glinianej. Każdą z nich wykończyła inaczej, dlatego wszystkie były unikatami. Wybrana przez siostrę Janiny, Michalinę, wersja wizerunku została zabezpieczona oprawą ze srebra. W maju 1939 roku podczas pielgrzymki do Wilna, Michalina prosiła o poświęcenie tego wizerunku przed obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej i od tej pory nie rozstawała się z nim. W 1944 roku obie siostry, jako członkinie AK, zostały skierowane na placówkę na ulicę Elektoralną. Michalina, nie mogąc zabrać ze sobą ołtarzyka, pozostawiła go matce, Irenie Głowińskiej w ich mieszkaniu przy ulicy Mochnackiego 7. Gdy w pierwszych dniach powstania została zmuszona do opuszczenia domu, wiedząc,  że nie zdoła zabrać ołtarzyka ze sobą, zawinęła go w papier i wsunęła pod spuszczające się na betonowy balkon gałązki [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Władysław Guttner

Urodzony 8 VI 1918 r. w Rewlu (Estonia). Ukończył gimnazjum im. A. Mickiewicza w Warszawie w 1928 r., a następnie Wydział Lekarski Uniwersytetu Warszawskiego w 1935 r. Odbył roczne przeszkolenie w Centrum Wyszkolenia Sanitarnego w Warszawie.
Ożenił się w 1936 r. Miał dwoje dzieci – syna i córkę. W sierpniu 1939 r. został zmobilizowany i brał udział w kampanii wrześniowej. Po jej zakończeniu powrócił do Warszawy i kontynuował pracę w Klinice Okulistycznej w Szpitalu Dzieciątka Jezus, gdzie pracował przez cały czas okupacji niemieckiej. W latach 1943/1944 zaczęli zgłaszać się do niego do kliniki młodzi ludzie powołując się na skierowanie ich przez p. Piotrowską. Byli to żołnierze AK, których nie rejestrowano w kartotece szpitalnej.
W czasie Powstania Warszawskiego dr Guttner pozostał w klinice, która – jak zresztą cały szpital – znajdowała się pod nadzorem oddziałów ukraińskich działających w ramach armii niemieckiej. W tym czasie dr Guttner był jedynym lekarzem mężczyzną w klinice okulistycznej i tym samym stał się praktycznie jej kierownikiem. Do kliniki okulistycznej, podobnie jak i do innych klinik szpitala, dostawali się potajemnie ranni powstańcy, jak też ludność cywilna. Pewnego dnia Ukraińcy znaleźli u jednego chorego w łóżku broń. Naczelny dowódca oddziałów ukraińskich Kamiński wydał rozkaz zebrania wszystkich kierowników klinik i oddziałów, w tym też dr. Guttnera, w piwnicy domu przy ul. Nowogrodzkiej i rozstrzelania ich. Zainterweniował jednak w ostatniej chwili niemiecki szef sanitarny dr Bormann, który nadzorował Szpital Dzieciątka Jezus i wymusił u Kamińskiego anulowanie rozkazu o rozstrzelaniu lekarzy.
Po upadku powstania szpital został ewakuowany pociągiem do Tworek. Chorych rozmieszczono w prowizorycznych szpitalach na terenie Tworek, Milanówka, Podkowy Leśnej. Dr Guttner włączył się do pracy w jednym z tych szpitali. Po wojnie został adiunktem Kliniki Okulistycznej. W 1948 r. uzyskał stopień doktora medycyny. [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Witold Janusz Rudowski

Urodzony 17 VII 1918 r. w Piotrkowie Trybunalskim, syn Maksymiliana, prawnika i Stefanii Piltz. Ukończył gimnazjum i liceum im. Adama Mickiewicza w Warszawie w 1936 r. (dawniej Emiliana Konopczyńskiego). W latach szkolnych należał do 3. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. X. Józefa Poniatowskiego i odbył przysposobienie wojskowe w 36. pp. Legii Akademickiej w Warszawie. W 1936 r. po zdaniu egzaminu wstępnego został przyjęty na Wydział Lekarski Uniwersytetu Warszawskiego. W 1937 wstąpił do Ligi Międzynarodowego Zrzeszenia Studentów, dzięki czemu uzyskał możliwości klinicznej praktyki i szkolenia w szpitalach w Berlinie i Budapeszcie w okresach letnich. Do czerwca 1939 r. zaliczył trzy lata studiów. Podczas pobytu w Jugosławii w 1939 r., na wieść o mobilizacji w kraju w dniu 31 VIII 1939 powrócił do Warszawy.
1 września 1939 r. ochotniczo zgłosił się do Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. 8 IX oddział wraz z częścią zespołu chirurgicznego został skierowany do Zapasowej Kadry Sanitarnej przy ul. Powązkowskiej, następnie 9 IX przesłany transportem do DOKP 2 w Lublinie i przydzielony do szpitala nr 20, którego rozwinięcie planowano we Lwowie. Po ciężkim bombardowaniu Lublina wraz z zespołem lekarzy służby sanitarnej 38. i 12. DP przebył drogę odwrotu Kraśnik – Janów Lubelski – Biłgoraj – Tomaszów Lubelski, następnie przydzielony do służby sanitarnej armii Małopolska, ewakuując rannych przez Bełżec – lasy Hrebenne – Rawę Ruską do Lwowa, który osiągnięto 19 IX. Tutaj, wraz z zespołem, przydzielony został do szpitala wojennego w Politechnice Lwowskiej, którego komendantem był doc. dr Adam Gruca. W pierwszych dniach października jako ochotnik został zwolniony ze szpitala i natychmiast postanowił wrócić do Warszawy.
Po przejściu linii demarkacyjnej w Jarosławiu nad Sanem, przez Hrubieszów – Zamość – Lublin – Garwolin, 12 X 1939 r. znalazł się w Warszawie. Będąc już po trzecim [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Wiesław Rott

Wiesław Rott, syn Zygmunta, urodzony 14 VI 1914 r., zmarł 17 III 1974 r., ps. Owski. Absolwent gimnazjum im. St. Batorego w Lublinie (1932), aktywny harcerz. W 1938 r. ukończył Wydział Lekarski Uniwersytetu Warszawskiego, a w 1939 Szkołę Podchorążych CWSan w stopniu podporucznika.
We wrześniu 1939 r. był dowódcą kompanii sanitarnej 13. dywizji piechoty. Walczył z dywersantami w Solcu Kujawskim, a następnie doprowadził całą kompanię do Chełma, gdzie zorganizował szpital w ewakuowanych budynkach III Szpitala Okręgowego. Walczył z wojskami sowieckimi pod Tyszowcami k. Zamościa. Odprowadził transport 139 rannych do Chełma.
Członek ZWZ i AK. Początkowo zastępca dr. Jana Madeya (Lech), komendanta grupy sanitarnej Bazy Lotniczej Łużyce, a następnie komendant szpitala polowego tej jednostki. Nadzorował organizację i wyposażenie szpitala zakonspirowanego na czas Powstania Warszawskiego na Okęciu przy ul. Bandurskiego 24. Po nieudanej próbie zdobycia lotniska na Okęciu przez jednostki 7 p.p. Garłuch i BL Łużyce odwołał akcję i dał rozkaz rozwiązania i ewakuacji szpitala polowego oraz zabezpieczenia jego wyposażenia. Walczył w Kampinosie do końca Powstania Warszawskiego. Kierował ambulatorium przy Dywizjonie Kawalerii Grupy Kampinos AK (27 Pułk Ułanów). Uczestnik bitew pod Baranowem i Jaktorowem. Awansowany do stopnia kapitana za męstwo w czasie powstania .
Prowadził akcję ekshumacji grobów osób poległych w Powstaniu Warszawskim na cmentarz Powązkowski.
Po wojnie powołany do pracy w MON. Był zastępcą Komendanta Służby Zdrowia, a następnie kierownikiem Studium Wojskowego na Uniwersytecie Warszawskim oraz Akademii Medycznej. Zrobił specjalizację z pediatrii. W 1954 r. przeniesiony na emeryturę w stopniu ppłk. Pracował następnie w cywilnej służbie Sanepidu w Warszawie.
Odznaczony: Krzyżem Virtuti Militari klasy V, dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Warszawskim Krzyżem Powstańczym, Krzyżem AK.
opr. Anna Kłobukowska-Dyrlacz

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Tadeusz Faryna

Tadeusz Faryna urodził się 22 VIII 1925 r. w Warszawie. Jak wielu rówieśników był wychowany przez dobry mieszczański dom, przez Gimnazjum Ziemi Mazowieckiej, od dziecka uczony patriotyzmu, poczucia obowiązku, rzetelności, prawdy – uczony przykładem, zachętą, braterstwem, „Służyć całym życiem bliźnim, Ojczyźnie”. Świadectwo dojrzałości uzyskał już w warunkach okupacji, na tajnych kompletach. W 1941 r. rozpoczął tajne studia lekarskie. Najpierw w prywatnej Szkole dla Pomocniczego Personelu Sanitarnego docenta Jana Zaorskiego w Warszawie, w szkole, która wbrew nazwie realizowała program trzech lat studiów Wydziału Lekarskiego tajnego Uniwersytetu Warszawskiego. Studia kontynuował na kompletach uniwersyteckich i zajęciach szpitalnych, będąc równocześnie żołnierzem Armii Krajowej.
Walkę w Powstaniu Warszawskim rozpoczął na Żoliborzu, a potem w szeregach grupy Kampinos AK, pod dowództwem płk. J. Krzyczkowskiego ps. Szymon, w zgrupowaniu Okonia. Zdemobilizowany po ciężkich walkach pod Jaktorowem, uratowanie życia zawdzięczał bohaterskiej postawie i odwadze dr. Tadeusza Wagnera, który ukrywał go wraz z kolegą Plebańczykiem w swoim mieszkaniu w Milanówku, narażając przy tym życie własne, żony Danuty i dwojga dzieci. W czasie niemieckich rewizji, organizowanych w celu poszukiwania „polskich bandytów”, jak nazywali Niemcy powstańców, znajomość języka niemieckiego oraz spokój i odwaga dr. Wagnera uratowały wszystkich przed rozstrzelaniem. Poszukiwani przez okupanta młodzieńcy otrzymali dalszą pomoc i schronienie u dr. Tadeusza Wagnera w szpitalu w Milanówku na pododdziale chirurgicznym Kresy.
Po przesunięciu się w styczniu 1945 r. frontu wschodniego na zachód, Tadeusz Faryna powrócił do Warszawy. Uzyskał prawo do kształcenia się w nowo otwartym Wydziale Lekarskim UW, mieszczącym się przy ulicy Boremlowskiej, w lokalu szkoły powszechnej. Po roku otrzymał absolutorium, a w grudniu 1946 r. dyplom lekarza.
W świetle tego i podobnych faktów należy powtórnie podkreślić rolę i ocenę prywatnej Szkoły dla Pomocniczego Personelu Sanitarnego docenta dr. Jana Zaorskiego i zasługi wszystkich nauczycieli tam pracujących. [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|