Zofia Bodytko-Skorupska

Zofia Skorupska z domu Bodytko, urodzona w 1925 r. w Warszawie, w rodzinie inteligenckiej o tradycjach niepodległościowych. Ojciec Stanisław Bodytko brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej w stopniu porucznika, matka Zofia Świdówna – „Orlę Lwowskie” – walczyła w obronie Lwowa w 1918 r.
Uczęszczała do gimnazjum im. Zofii Wołowskiej, a następnie Krystyny Malczewskiej, w czasie okupacji na tajnych kompletach. W 1943 r. uczestniczyła w kursach sanitarnych zorganizowanych przez dr Walentynę Bitnerową, ówczesną kierowniczkę służby sanitarnej NOW scalonej z AK. Praktykę odbywała w Szpitalu Ujazdowskim i ambulatorium przy Szpitalu Dzieciątka Jezus.
W czasie powstania była sanitariuszką w filii Szpitala Elżbietanek przy ul. Puławskiej 140. 27 września, po czternastogodzinnym błądzeniu w kanałach, dostała się w ręce Niemców na ul. Dworkowej, tuż po rozstrzelaniu poprzednio wyciągniętych z włazu powstańców.
Przez Fort Mokotowski przewieziona z rannymi do obozu w Pruszkowie, a po paru dniach do obozu przejściowego dla jeńców w Skierniewicach. Po miesiącu zwolniona z obozu wraz z innymi kobietami.
Po wojnie mieszkała w Warszawie.
Odznaczona Krzyżem Armii Krajowej (1973) oraz Warszawskim Krzyżem Powstańczym (1983).
Opracowała Zofia Skorupska

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Stefan Wesołowski

CHIRURG I WOJNA
 We wtorek 1 VIII 1944 r. byłem lekarzem dyżurnym oddziału chirurgicznego. Przed południem dr Marian Piasecki spotkał dr. Leona Manteuffla i mnie na korytarzu szpitalnym i zatrzymawszy się przy nas szepnął: – Dziś o piątej powstanie, bądźcie w szpitalu. – Staliśmy oniemiali przy oknie wychodzącym na ulicę Górczewską. Widać było stąd mury fabryki, pod którymi w dniu 23 XII 1943 r. odbyła się egzekucja. Ukryci wtedy na strychu szpitalnym, gdyż Niemcy strzelali do okien zauważywszy ludzi przyglądających się egzekucji, patrzyliśmy przerażeni i odrętwiali z bólu, jak Niemcy ustawili pod ścianą rząd więźniów ze związanymi rękami i zalepionymi gipsem ustami i rozstrzelali ich. Salwa plutonu egzekucyjnego wywołała u mnie bolesny skurcz wstrzymujący akcję serca, przez chwilę wydawało mi się, że ginę razem z mordowanymi pod murem. Ciężko zwaliły się ciała rozstrzelanych. Oficer podszedł do nich i kopiąc butem, sprawdzał, czy jeszcze żyją. Ruszających się dobijał strzałem z rewolweru. Inni więźniowie, ciągnąc bezwładne ciała za ręce i nogi, powrzucali je do ciężarówek, które odjechały. Za nimi odjechali Niemcy. Byliśmy pełni bólu, żalu, uczucia poniżenia i bezsilności i myśleliśmy, kiedy nadejdzie chwila odwetu, kiedy nadejdzie dzień, w którym Warszawa zapłaci wrogom za Wawer, Pawiak, Aleję Szucha i publiczne egzekucje. I oto teraz patrzyłem na to samo miejsce, na którym ginęli nasi bracia, i myślałem, że nadszedł dzień odwetu.
Poprosiłem dr. Manteuffla, żeby mnie zwolnił na kilka godzin, gdyż chciałem iść do domu i pożegnać rodzinę. Mieszkaliśmy wtedy przy ulicy Piusa XI nr 3 (Pięknej). Z domu zabrałem trochę bielizny, kawałek boczku i księgę pamiątkową, w której notowałem ważniejsze wydarzenia w naszej rodzinie. Zapakowaliśmy to z żoną do maleńkiej walizeczki, z którą wyruszałem już raz na wojnę 31 VIII 1939 r., a która dziwnym trafem [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Zbigniew Franciszek Jacek Tabeński

Urodził się 17 lutego 1913 r. w Drohobyczu, syn Jerzego i Anny. Szkołę średnią im. K. Szajnochy we Lwowie ukończył w 1932 uzyskując świadectwo dojrzałości. Studia medyczne rozpoczął na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie i ukończył je w 1938. W tym samym roku rozpoczął pracę jako asystent Oddziału Chirurgicznego w Szpitalu Sióstr Elżbietanek w Warszawie przy ul. Goszczyńskiego 1, pod kierownictwem dyrektora szpitala i ordynatora Oddziału Chirurgicznego, doc. dr. Jana Zaorskiego.
W czasie kampanii wrześniowej 1939 został przydzielony jako lekarz do baonu saperów mostowych w Modlinie. Baon został ewakuowany nad wschodnią granicę państwa. Dr Tabeński został odkomenderowany do sanitarnego punktu zbiorczego dywizji w Chełmie. W dniu 19 IX 1939 miasto zajęły wojska sowieckie. Dr Tabeński z kilkoma sanitariuszami z 36. pp. uratowali się ucieczką do Warszawy. Niemcy usunęli polski personel ze Szpitala sióstr Elżbietanek, więc dr Tabeński podjął pracę w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Kopernika 43 i w tym szpitalu pracował przez cały czas okupacji.
W 1942 dr Tabeński wstąpił do NOW/AK i został mianowany szefem sanitarnym NOW Okręgu Stolica. Miał pseudonim Łada i numer ewidencyjny w NOW 1959, służący jako pseudonim w czasie okupacji. W szpitalu prowadził szkolenie patroli sanitarnych. Organizował i gromadził w szpitalu zapasy materiałów sanitarnych na wypadek powstania.
W czasie Powstania Warszawskiego w części Szpitala Dziecięcego zorganizował szpital wojskowy batalionu Gustaw AK. Prowadził go do upadku Powiśla, tj. do pierwszych dni września 1944. Udało mu się wraz z sanitariuszkami uratować i ewakuować rannych do Milanówka. Następnie wyjechał do Krakowa, gdzie pracował jako chirurg w ambulatorium RGO.
Po zakończeniu działań wojennych został dyrektorem Szpitala Miejskiego w Gliwicach i jednocześnie ordynatorem Oddziału Chirurgicznego i twórcą pierwszego na Śląsku Oddziału Chirurgii Dziecięcej.
Podejmując pracę naukową w 1949 r. zrezygnował ze [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Maciej Weber

OD ULICY FOKSAL DO PRUSZKOWA
Mój udział w powstańczej służbie zdrowia, chociaż brzmi to może paradoksalnie, rozpoczął się formalnie od momentu, gdy jako ranny oficer Armii Krajowej zostałem przyniesiony do szpitala powstańczego przy ul. Foksal 5, gdzie obecnie mieści się Klub Dziennikarza. Było to już po upadku Powiśla. Nasze oddziały wycofywały się Tamką do góry i po pewnym czasie wytworzyła się w miarę ustabilizowana sytuacja: nasze pozycje znajdowały się po jednej stronie placyku na Okólniku, a po drugiej stronie, tam gdzie obecnie mieści się gmach Towarzystwa im. Chopina, były już pozycje niemieckie. Nie potrafię dziś dokładnie ustalić daty, ale musiało to być w okresie 6-8 IX. Stałem w bramie domu, w którym mieściła się biblioteka Krasińskich, gdy nagle rozpoczął się kolejny nalot stukasów. Ryk pikującego samolotu i huk wybuchu zlały się niemal w jeden dźwięk. Gwałtowny podmuch rzucił mnie na ziemię, a potem był już tylko gryzący dym, ciemność przed oczyma i uczucie duszenia się.
Ocknąłem się w szpitalu powstańczym na ul. Foksal, gdzie ranę głowy opatrzyli mi doktorzy Zdzisław Zajączkowski (późniejszy kierownik Wydziału Zdrowia Stołecznej Rady Narodowej) i Tadeusz Badziak. Ponieważ chwilowo byłem niezdolny do służby liniowej, a wymienieni wyżej lekarze znali mnie jako studenta medycyny tajnego Uniwersytetu Warszawskiego, zostałem włączony do personelu szpitala, w którym przeważali lekarze i pielęgniarki ze Szpitala Czerwonego Krzyża. Personelu coraz bardziej brakowało, a napływ rannych powstańców i ludności cywilnej był coraz większy, gdyż szpital znalazł się na linii walki. Moja praca sprowadzała się do robienia opatrunków i noszenia rannych.
Nie trwało to długo, gdyż już następnego dnia w budynek uderzyły miny, wystrzelone przez miotacz, którego charakterystyczne wystrzały przypominały ryk krowy lub łoskot przesuwanej szafy. Budynek zaczął płonąć, więc zarówno personel szpitala jak i lżej ranni wynosili leżących [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Teresa Siedzieniewska-Patzer-Trzaskowska

WSPOMNIENIA Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

 

Gdy wybuchło powstanie, miałam 17 lat i za sobą przeszło dwa lata szkolenia konspiracyjnego w ramach Szarych Szeregów. W grupie dziewcząt, które szykowano do akcji, były Platerki, uczennice z mojej szkoły im. Cecylii Plater-Zyberkówny, a zajęcia odbywały się w naszych domach, gdzie przerabiałyśmy również program gimnazjalny. Wspominam o tym dlatego, że na żywo mam w pamięci zapał, z jakim „odrabiałyśmy” ćwiczenia sanitarne, zapoznawałyśmy się z różnymi rodzajami broni, a również z zasadami łączności w terenie. Poza tym, wraz z innymi, brałam udział w małym sabotażu (napisy „Polska zwycięży” czy ulotki „Tylko świnie siedzą w kinie”) oraz przekazywaniu poleceń między zgrupowaniami. No, ale przede wszystkim marzyłyśmy o tym, by rozpoczęła się akcja, w której oczywiście brałybyśmy czynny udział.

Egzekucje uliczne (jedna przy ul. Pięknej naprzeciwko naszej szkoły), łapanki, palące się getto, powodowały narastający w nas bunt i chęć przeciwstawienia się okrucieństwu. I wtedy, gdy w ostatnich dniach lipca wyznaczono Godzinę W, biorąc uszytą w domu granatową furażerkę z orzełkiem i biało-czerwoną opaskę, z radością udałam się na punkt zborny w pobliżu naszej szkoły. Podniecenie i zapał były ogromne. Wszyscy wezwani się zgłosili, a więc tym większe było rozczarowanie, gdy po sprawdzeniu obecności, kazano nam wracać do domu i czekać następnych rozkazów. Okazało się, jak wiadomo, że dopiero 1 VIII, we wczesnych godzinach popołudniowych, wybiła prawdziwa Godzina W. Tym razem zdarzenia następowały bardzo szybko. Powstał bałagan w przekazywaniu poleceń.

Niemcy stacjonujący koło mego domu, w budynku dawnej telekomunikacji, zablokowali ulicę Piękną i dopiero po trzech dniach, gdy działania przesunęły się w inną stronę, dotarłam do kwatery przy ul. Skorupki 10. Z moich koleżanek spotkałam tylko Alę Wrześniewską (Dydyszko), również Platerkę. Po zameldowaniu się do akcji początkowo przekazywałyśmy meldunki w obrębie Śródmieścia, gdyż w tej dzielnicy [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Władysław Rucki

Władysław Rucki urodził się 27 X 1895 w Orle (Rosja). Dyplom lekarski uzyskał na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie w 1928. Pracował początkowo jako chirurg we Lwowie, Przasnyszu, Piotrkowie i w końcu w Warszawie w CWSan. Od 1938 r. był ordynatorem Oddziału Chirurgii Szpitala Ujazdowskiego w Warszawie.
Godzina W zastała go w domu przy ul. Orzechowskiej 3. Dr Rucki zorganizował natychmiast w piwnicy swego domu punkt szpitalny dla rannych powstańców i ludności cywilnej. Na parterze miał swój dobrze wyposażony gabinet. Dr Rucki udzielał pomocy i ratował życie ludzkie aż do momentu wypędzenia do przez Niemców z Warszawy w końcu września 1944 r. W obozie w Pruszkowie nadal udzielał pomocy rannym i chorym.
Po zakończeniu wojny dr Rucki był ordynatorem Oddziału Chirurgicznego VIII Okręgowego Szpitala Wojskowego w Poznaniu. Po zwolnieniu z wojska był Dyrektorem Pogotowia Ratunkowego. W okresie stalinowskim dr Rucki był prześladowany za swoje poglądy polityczne i religijne i dłuższy czas był bez pracy. Zmuszony został do wyjazdu z Poznania. Przez kilka lat był dyrektorem i ordynatorem w szpitalu w Grodzisku Wielkopolskim, w Nowym Tomyślu, Szamocinie, Rawiczu i Międzychodzie. W 1958 r. wrócił do Poznania. Do śmierci pracował w przychodni ZUS.
Zmarł 8 lutego 1967 r.
Opr. Jolanta Grottel – córka

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Stefania Wanda Krysiewicz-Tarnawska

***
Od chwili zajęcia przez Niemców naszego kraju świadomie szukałam możliwości przygotowania się do dalszej z nimi wojny w roli sanitariuszki. Udało mi się w grudniu 1939 r. dostać do Warszawskiej Szkoły Pielęgniarek, którą ukończyłam w styczniu 1942. Od jesieni 1942 r. do lata 1944 r. miałam za sobą dwa lata studiów medycznych na Uniwersytecie Ziem Zachodnich w Warszawie. Wykładowcami byli profesorowie z Poznania, z profesorem Wrzoskiem jako dziekanem. Równocześnie pracowałam jako pielęgniarka, aby zarobić na swoje utrzymanie. Od początku 1943 r. po przysiędze należałam do batalionu Wigry jako szeregowiec-sanitariuszka.
1 sierpnia o godzinie 15 po powrocie z pracy, w domu (Leszno 94) zastałam powiadomienie, aby zgłosić się w punkcie sanitarnym batalionu Wigry przy ul. Kilińskiego 1. Idąc okrężną drogą, aby uniknąć placówek niemieckich, zatrzymałam się w pierwszym napotkanym punkcie sanitarnym na ul. Zielnej przed PAST-ą (drugi od niej budynek), gdzie byli już pierwsi ranni. Jednym z nich był Leszek Betman (lub Badmann), raniony przed powstaniem w akcji na Wedla. Punkt na Zielnej służył jako miejsce wypoczynku między akcjami. Główne siły były w budynku między PAST-ą a nami. Sanitariuszka Kama bardzo ucieszyła się z materiałów opatrunkowych, strzykawek i leków, które ze sobą przyniosłam. Do jedzenia były tylko „pijane wiśnie” zdobyte w akcji na Wedla. W akcjach na PAST-ę od początku było sporo rannych. Lżejsze obrażenia opatrywałyśmy same. Ciężej chorych, wymagających interwencji chirurga, odsyłaliśmy do szpitala na Śliską. W końcu pierwszego tygodnia powstania chłopcy przynieśli mężczyznę rannego w brzuch z widocznym tylko jednym małym wlotem od kuli. Wielki, silny, powyżej czterdziestego roku życia, był już bardzo osłabiony krwotokiem wewnętrznym. Słabym głosem szepnął: – Powiedzcie, że zginął Budowniczy – i zmarł, zanim zdążyliśmy odtransportować go do szpitala.
Około 7 IX spotkałam przypadkowo moją przyjaciółkę Basię Piotrowską [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Hanna Odrowąż-Szukiewicz

WOLNOŚĆ WŚRÓD WALK. WSPOMNIENIA Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

 Nadchodzi koniec lipca 1944 r. Od wschodu nadciąga front. Ulicami Warszawy ewakuują się pospiesznie różne instytucje niemieckie cywilne i paramilitarne załadowane przeróżnym sprzętem. Uchodzą w kierunku zachodnim. We wtorek 1 VIII, zaraz po przyjeździe do Ujazdowa, zgłaszam się do pani Marii Michnikowskiej, która kieruje mnie do Instytutu Głuchoniemych przy Pl. Trzech Krzyży. Tam od wskazanej mi osoby dostaję przydział: Wspólna 61 m. 2, godz. 15. Wracam do Podkowy Leśnej, biorę swój szarozielony płaszcz, torbę sanitarną i trochę osobistych drobiazgów na te cztery, pięć dni powstania, jak się wówczas mówiło.
Na Wspólnej 61 w parterowym mieszkaniu państwa Ziembińskich zbiera się grupa Wojskowej Służby Kobiet (WSK). Kapitan Ziembiński Jastrzębiec jest szefem grupy Wojskowej Służby Ochrony Powstania (WSOP). Jego żona należy do WSK. O umówionej godzinie nadchodzą: lek. dentysta Stefania Maciszewska (Stenia), Halina Chrapowicka (Halina I), Halina Komorowska (Izola), studentka medycyny Maria Kobuszewska (Marysia) i Halina II, której nazwiska nie pamiętam. Naszą komendantką jest Wanda Lubecka (Misia), czterdziestokilkuletnia osoba, w oficerskim trenczu. Człowiek prawy i nam życzliwy. Przychodzi lek. med. Zosia Bratkowska (Barbara). Dokonuje zaprzysiężenia. Mija godzina 17. Przez podwórze przebiega grupka uzbrojonych młodych ludzi z biało-czerwonymi opaskami na rękawach. A więc zaczęło się. Nakładamy nasze opaski. Na czerwonym tle otoku czarne litery WSK, na białym – mały czerwony krzyż. Nazajutrz Misia przynosi nam legitymacje Armii Krajowej, drukowane na jasnoróżowym kartonie.
Granica dzielnicy powstańczej biegnie nieparzystą stroną Wspólnej, dalej Emilii Plater, Noakowskiego, Polną. W rękach niemieckich jest gmach Poczty na rogu Poznańskiej i Nowogrodzkiej, Ogród Pomologiczny (w czworoboku Chałubińskiego, Nowogrodzkiej, Emilii Plater i Wspólnej), budynek Ministerstwa Komunikacji i Politechnika. Ulicami chodzić nie sposób. Błyskawicznie tworzy się labirynt przejść podziemnych z podwórza w podwórze przez wybijane otwory w ścianach stykających się piwnic. [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Barbara Grzegorzewska-Szeligiewicz

WSPOMNIENIA Z UDZIAŁU W POWSTANIU WARSZAWSKIM
 I LOSY POPOWSTANIOWE

Dochodziła godzina 5 po południu 1 sierpnia 1944 r. Właśnie siedziałam przy biurku pod zalanym słońcem oknem mansardowego pokoju mieszkania na II piętrze, które zajmowaliśmy wraz z moim ojcem i jego siostrą, Marią Grzegorzewską, przy ulicy Ursynowskiej 14 na Mokotowie. Będąc po ukończeniu drugiego półrocza Szkoły dla Pomocniczego Personelu Sanitarnego doc. Jana Zaorskiego, przygotowywałam się do egzaminu z biologii. Mimo ponurego okresu okupacji niemieckiej prawie całkowicie pochłonięta byłam nauką. Nagle w tej ciszy letniego popołudnia stało się coś niezwykłego. Usłyszałam wycie syren, a za nim kilka wybuchów i wystrzały. Siostra ojca, Marylka, bo chciała, żeby wszyscy tak ją w rodzinie nazywali, była gdzieś w mieście.
W domu poza mną tylko ojciec. Za chwilę wpadła nasza, niewiele ode mnie starsza, pomoc domowa, Litwinka, Marysia Pikucis, której drugim zaprzyjaźnionym domem była mieszkająca obok pod numerem 12 rodzina doktora Alfreda Piotrowskiego, jak później okazało się, komendanta służby sanitarnej rejonu Mokotowa. Ona to, należąc już przedtem do organizacji, powiadomiła nas o wybuchu powstania i dzięki niej i doktorowi Piotrowskiemu od razu zgłosiłam moje uczestnictwo. W pełni młodzieńczych sił i zapału dziewiętnastolatki uważałam mój udział w walce z wrogiem za święty i niepodważalny obowiązek, a ze strony mego ojca spotkałam się z całkowitą aprobatą. Otrzymałam różową legitymację z pseudonimem Grażyna, jako reminiscencję poematu Adama Mickiewicza, i przydział do szpitala mieszczącego się w podziemiach klasztoru sióstr Franciszkanek przy ulicy Misyjnej, służącego początkowo potrzebom grupy artyleryjskiej Granat, a następnie innych oddziałów i ludności cywilnej.
Pomieszczenia szpitalne składały się z dwóch piwnicznych komnat o łukowych sklepieniach, z okienkami w przyziemiu, pokoju zabiegowego z kozetką, szafką na narzędzia i materiały opatrunkowe i biegnącego wzdłuż nich korytarza, na końcu którego było kilka zlewozmywaków. Na wprost schodów [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Zofia Kowalska-Stegawska

TAMTE LATA, TAMTE DNI
Lata okupacji, matura, studia na tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich to wspomnienia, pomimo upływających lat, ciągle żywe i wzruszające. Lata młodzieńczych marzeń, wytężonej pracy, odwagi i głębokiego patriotyzmu.
   Do pracy konspiracyjnej w ZWZ zostałam zwerbowana jako łączniczka na tajnym komplecie gimnazjum im. Królowej Jadwigi w Warszawie w 1941 r. Moim zadaniem było przenoszenie meldunków z Mokotowa do Śródmieścia na ul. Żurawią. Nie znałam ani ich treści, ani przeznaczenia. Po kilku miesiącach kontakty te urwały się, a 14 II 1942 r. ZWZ został przekształcony w AK. Ponownie wstąpiłam do AK wiosną 1944 r. z poleceniem zorganizowania i przeszkolenia małego oddziału sanitarnego dla potrzeb IV oddz. obw. II, którego terenem działalności w planowanym powstaniu miał być Plac Narutowicza, a ściśle mówiąc zdobycie obsadzonego przez Niemców domu akademickiego. Byłam wówczas studentką medycyny II roku tajnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich działającego w Warszawie i teoretycznie byłam nieźle do tego zadania przygotowana. Zabrałam się żywo do pracy i przeszkoliłam trzy młode dziewczyny: Bożenę Malarską, Halinę Owczarek i Krystynę Szymczyk.
Wiosna 1944 r. była w Generalnej Guberni okresem szczególnych napięć. Załamywał się front wschodni, a w Warszawie panował niezwykły ruch. Niemcy organizowali przejściowe szpitale dla swoich rannych. Widziało się całe transporty powracających z frontu, obdartych i wynędzniałych żołnierzy niemieckich i nowe oddziały młodych, niepełnoletnich chłopców i pielęgniarek ciągnących na wschód. Ucisk władz niemieckich nieco zelżał, a przygotowania do powstania stawały się coraz bardziej gorączkowe. W czerwcu zdawałam końcowe egzaminy II roku studiów. Nie było to łatwe w czasie, kiedy ulicami przeciągały liczne kolumny uciekinierów niemieckich ze wschodu, z całym dobytkiem ulokowanym na furmankach, stadami bydła wlokącymi się za wozami i dziesiątkami psów szukających swych właścicieli. Nocami dudniły kolumny pancerne ciągnące na wschód lub syreny alarmowe dzikim wyciem [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|