Hanna Sikorska – Stadnik

By |October 23rd, 2013|Uncategorized|0 Comments|

Aleksandra Buchalczyk

     Urodziłam się 15 listopada 1924 r. w leśniczówce w Kraszewie, położonej w lesie na trasie Łódź – Rokiciny. Mama, Karolina z domu Pigułowska, prowadziła dom. Tata, Zenobiusz Buchalczyk, był leśniczym. Przed I wojną światową ojciec należał do Polskiej Organizacji Wojskowej – POW w Łodzi.
        Skończył szkołę podoficerską i był uczniem szkoły podchorążych, rozbitej wskutek represji niemieckich w 1917 r. W POW doszedł do stanowiska dowódcy plutonu. W październiku 1917 r. został urlopowany na studia leśne do Warszawy, brał tam udział w rozbrajaniu Niemców w listopadzie 1918 r.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości ojciec w okresie od 11 listopada 1918 do 21 października 1920 służył w 1 Pułku Szwoleżerów Wojska Polskiego. W szeregach pułku brał udział w walkach o Wilno pod Mejszagołą w Grupie Operacyjnej gen. Edwarda Rydza-Śmigłego, został za to odznaczony odznaką “Za Wilno”.
W 1920 r. ojciec ukończył Średnią Szkołę Leśną przy Centralnym Towarzystwie Rolniczym w Warszawie. 1 lipca 1925 r. został mianowany podporucznikiem rezerwy w korpusie oficerów kawalerii.
Z uwagi na przeszłość wojenną mojego taty w naszym domu panował kult Marszałka Piłsudskiego.
Przez kilka lat wraz z moim starszym o 3 lata bratem Bogdanem mieszkaliśmy w leśniczówce w Kraszewie. W 1930 r., gdy miałam sześć lat, tatę przeniesiono do leśnictwa Łaznów z siedzibą w Rokicinach koło Koluszek w woj. łódzkim. Tam zaczęłam uczęszczać do szkoły powszechnej. W szkole w Rokicinach uczyłam się z dziećmi niemieckimi. W Łaznowskiej Woli mieszkało bowiem wielu osadników niemieckich.
Gdy we wrześniu 1939 r. zaczęła się wojna, tata mój jako oficer rezerwy chciał się zgłosić do najbliższego pułku, nie było to jednak łatwe. Trzeciego dnia po rozpoczęciu wojny do leśniczówki przyszli mieszkający niedaleko Niemcy. Chcieli aresztować ojca. Na szczęście nie było go w domu. Nie [...]

By |October 21st, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Maria Siłaczkowska

By |October 8th, 2013|Uncategorized|0 Comments|

Krystyna Illukiewicz-Zgorzelska

FRAGMENTY MOICH WSPOMNIEŃ Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
Byłam sanitariuszką Armii Krajowej II Batalionu Szturmowego Odwet. Przygotowanie zawodowe do pełnienia tej funkcji miałam raczej dobre. Przeszłam szkolenie w AK, byłam studentką medycyny po ukończeniu Szkoły Zaorskiego i studiach na kompletach Uniwersytetu Poznańskiego w Warszawie. Do 1 VIII 1944 r. ukończyłam cztery lata medycyny i zaczęłam rok piąty. Przez rok miałam zajęcia w Szpitalu Maltańskim, jako ni to salowa, ni to pielęgniarka, a potem, i to jest najważniejsze, przez 9 miesięcy pracowałam w Klinice Chirurgicznej prof. Rutkowskiego w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Dr Marat, który był moim szefem aż do wybuchu powstania, solidnie brał mnie „do galopu”.
1 sierpnia rano miałam stawić się na Wierzbnie. Po drodze jeszcze pożegnałam się z rodzicami. Do dziś pamiętam słowa mojego ojca: – Pamiętaj, Krysiu, nie każda kula zabija. – Ani ojciec, ani mama nie płakali. W wyznaczonym punkcie na Wierzbnie byli już chłopcy i dziewczęta. Dostaliśmy ogromne plecaki pełne, jak sądzę, broni i amunicji. Nieśliśmy je dołem, łąkami na ulicę Chełmską. Pamiętam, że było tam prywatne mieszkanie na piętrze, z balkonem, gdzie zebrała się gromadka młodych ludzi. O mały włos nasz udział w powstaniu zacząłby się już przed południem. W pewnym momencie usłyszeliśmy głośne rozmowy Niemców pod naszym domem. Jeden z chłopców wyczołgał się na balkon i zobaczył ciężarówkę i kilku żołnierzy. Okazało się, że na parterze był sklep Meinla „tylko dla Niemców” i oni przyjechali po jakiś towar, a my siedzieliśmy cichutko, żeby ich nie sprowokować. Następny rozkaz to wymarsz do Kolonii Staszica na ul. Langiewicza 5. Niestety bez plecaków z bronią, którą przydźwigaliśmy na ul. Chełmską, a która chyba nie dotarła do Kolonii Staszica, sądząc po skromnym uzbrojeniu batalionu. Muszę dodać do swojej charakterystyki, że mam defekt psychiczny – [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Zofia Martenowska

Urodzona 15 I 1900 w Krukienicach w województwie lwowskim. Córka Teofila i Eugenii z Rymańskich. Ukończyła gimnazjum im. J. Słowackiego we Lwowie. Należała do jednej z pierwszych drużyn harcerskich w Polsce. W czasie pierwszej wojny światowej pracowała społecznie w ochronce dla dzieci legionistów. W latach 1919–1920 pełniła służbę w czołówce sanitarnej Małopolskich oddziałów Armii Ochotniczej WP. Matka jej uczestniczyła w pracach Związku Strzeleckiego, siostra Irena należała do POW.
Zofia ukończyła Wydział Medyczny Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie, specjalizując się w pediatrii. Pracowała jako asystentka w Klinice Pediatrycznej prof. Franciszka Groera. Od 1933 r. była szkolnym lekarzem miejskim i kierowała Ośrodkiem Zdrowia w Borysławiu. W 1938 r. przeniosła się do Warszawy i objęła kierownictwo Domu Małego Dziecka w Klarysewie, na tym stanowisku pracowała do 1942 r.
W 1939 r. wstąpiła, podobnie jak i jej siostra do ZWZ i następnie do AK. Początkowo pracowała w harcerskiej służbie sanitarnej i w akcji pomocy Żydom. Jesienią 1942 została szefem Oddziału V – łączność wewnętrzna – Kedywu KG AK. Nosiła pseudonim Zi i Przemysława. W 1942 r. w kwietniu siostra Zofii, Irena, profesor weterynarii UW, która pracowała w Biurze Studiów Środków Walki Sabotażowo-Dywersyjnej Związku Odwetu KG ZWZ została uwięziona i zmarła na gruźlicę na Pawiaku w czerwcu tegoż roku.
W czasie Powstania Warszawskiego dr Przemysława na własne życzenie przeszła do liniowej służby sanitarnej w zgrupowaniu Radosława. Pełniła służbę lekarską na Woli i Stawkach, następnie w szpitalu na Krzywym Kole 4. W ostatnich dniach obrony Starego Miasta została komendantem szpitala Długa 21 – Miodowa 23. Po przejściu oddziałów powstańczych kanałami do Śródmieścia pozostała ochotniczo z rannymi. 2 września o świcie szpital został zbombardowany, zginęło wiele sanitariuszek i rannych. Wśród personelu – osiem sanitariuszek z grupy Teresy Krassowskiej Joanny wraz [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Andrzej Zaorski

POWSTANIE WARSZAWSKIE
KILKA WSPOMNIEŃ
I. 1 sierpnia i potem
Mieszkaliśmy w bardzo dużym domu przy ul. Wareckiej 9 na IV piętrze od frontu: rodzice, siostra z paromiesięcznym synkiem, ja i pomoc domowa. Miałem wtedy pieska, foksteriera o bardzo godnym pochodzeniu od rodziców pani Beckowej z Lublina. W końcu lipca był, jak pamiętamy, gorączkowy okres przygotowań do powstania. Ojciec znając sytuację wynajął dla mojej siostry pokój z kuchnią w Skolimowie i wywiózł ją tam wraz z synkiem pod opieką pomocy domowej. Wzięły ze sobą mojego Filonka. Dzięki temu wszyscy ocaleli, bo dom nasz na Wareckiej przestał istnieć w dniu ósmego września, zwalony całkowicie. Pierwszego sierpnia wszyscy troje – mama, ojciec i ja – wyszliśmy po obiedzie z domu zamykając za sobą drzwi na klucz – na zawsze.
Mama miała przydział do kuchni żołnierskiej w domu Wedla na rogu ulic Zgoda i Górskiego, ojciec był naczelnym chirurgiem szpitala powstańczego w podziemiach PKO, a ja udałem się do Szpitala dla Dzieci przy ul. Kopernika 46, gdzie był przewidziany szpital wojenny z dr. Z. Tabeńskim na czele. O godzinie 15 goniec z 2 WDH, kol. Światopełk-Mirski przyjechał do mnie i przywiózł mi mój pistolet Walter 9 mm, a zabrał belgijską siódemkę. Niestety, Mirski zginął w początku września. O godzinie 5 padły pierwsze strzały, od razu dość gęste, zwłaszcza że w domu Krakowskie Przedmieście 1 była Komenda Policji niemieckiej i bunkier przy bramie ostrzeliwał przedpole, którym był też teren wejścia do szpitala. Pozostało wejście od tyłu – duża brama, bezpieczna.
Dzieci przeniesiono do pawilonów w podwórzu, chirurgię przygotowano dla rannych, wyjęto ze schowków nosze ewakuacyjne i materiały opatrunkowe. Ja miałem swoje własne wyposażenie sanitarne. Było to metalowe pudełko z narzędziami: dwa lancety, dwie pary nożyczek, cztery pęsety, cztery kochery [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Zofia Halina Krassowska

Urodzona 26 II 1921 r. Wychowanka Gimnazjum J. Kowalczykówny i J. Jawurkówny w Warszawie, związana na terenie szkoły z organizacją ideowo-wychowawczą Pet. Wzrastała w atmosferze samokształcenia i kształtowania postaw obywatelskich. Z nastaniem okupacji niemieckiej w 1939 r. znalazło to swój wyraz w działaniu w zakresie opieki socjalnej i pomocy sanitarnej w warunkach konspiracji. Zgromadziła wokół siebie grupę koleżanek, które z entuzjazmem włączyły się w działania patriotyczne. Były to: Ewa i Zofia Stefanowskie, Maria i Anna Świerczewskie.
Zofia studiowała medycynę na tajnym Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. Po wcieleniu Petu do Szarych Szeregów, jako żołnierz Armii Krajowej przyjęła pseudonim Zosia Duża. Organizowała zaplecze sanitarne Grup Szturmowych i uczestniczyła w akcjach dywersyjnych OS Jerzy, m. in. w zamachach na Leista i Kutscherę, wyższych dowódców niemieckich, którzy byli odpowiedzialni za szczególne okrucieństwa i zbrodnie wobec narodu polskiego.
W 1943 r. została powołana w skład kierownictwa służby sanitarnej Kedywu Komendy Głównej AK (Rola). W działalności konspiracyjnej wspomagały ją: Oleńka Grzeszczakówna oraz koleżanki z Gimnazjum J. Kowalczykówny, a także z tajnego Gimnazjum i Liceum im. J. Słowackiego. Wśród nich była Barbara Szurig, po wojnie chirurg współ- działający z prof. Manteufflem. W szkoleniu sanitarnym uczestniczyły: Hanna Bińkowska, Marta Klauze, Maria Waśniewska, studentki tajnego Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Poznańskiego, działającego na terenie okupowanej Warszawy jako Uniwersytet Ziem Zachodnich.
Po reorganizacji w 1943 Zosia Duża znalazła się w dowództwie batalionu Zośka jako dowódca oddziału dziewcząt. Ze względów konspiracyjnych przydziały sanitariuszek i łączniczek zmieniały się zależnie od potrzeb.
W powstaniu dowodziła plutonem żeńskim Oleńka w batalionie Zośka. Ofiarnie służyła rannym podczas obrony redut wzdłuż ulicy Okopowej oraz w trakcie natarcia na obóz koncentracyjny „Gęsiówka”.
Szóstego sierpnia 1944, próbując wynieść rannego z pola ostrzału, została ciężko ranna. Przeniesiona do Szpitala Karola i Marii przy ul. Leszno, [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Krystyna Białowąs-Wysocka

NOTATKI Z POWSTANIA
W latach 1941–1943 ukończyłam Warszawską Szkołę Pielęgniarek przy ul. Koszykowej. Po ukończeniu pracowałam jako instruktorka na sali opatrunkowej i operacyjnej. 1 VIII 1944 r. zostałam wezwana telefonicznie do stawienia się na godzinę W na ul. Grójecką do domu przylegającego do domu akademickiego naprzeciwko ul. Kaliskiej. Naszym zadaniem miało być zdobycie domu akademickiego. Wskutek niepowodzenia akcji rano rozeszliśmy się do domów. Ja zgłosiłam się na ul. Jotejki, do dawnej fabryki farmaceutycznej Nasierowskiego. Komendantem był Gustaw (Andrzej Chyczewski), drugim Bartłomiej Gałęzowski, lekarzem dr Berthold Kassur (Adamski). Wówczas był jeszcze punkt oporu na ul. Kaliskiej-Monopol, w gimnazjum Szachtmajerowej oraz przy ul. Uniwersyteckiej. Moim zadaniem jako pielęgniarki dyplomowanej było działanie w sanitariacie, gdy jednak brakowało sanitariuszek, wychodziłam też po rannych.
Po jednym z cięższych ataków niemieckich, kiedy dookoła wszystko się paliło, otrzymałam wiadomość, że przy ul. Kopińskiej w piwnicy leży ciężko ranny mężczyzna. Pobiegliśmy z kolegami niosącymi nosze. Ranny był to Juliusz Kaden-Bandrowski. Miał uraz brzucha, kawałek sieci leżał na zewnątrz. Założyłam jedynie opatrunek. On wziął mnie za rękę i powiedział: – Dziecko, ja jestem starym żołnierzem, to rana śmiertelna. Dajcie mi morfinę, abym nie dostał się w ręce tych oprawców. – Była z nim też jakaś pani. Przenieśliśmy rannego do naszego szpitala, który wówczas mieścił się po drugiej stronie ul. Jotejki. Tam zajęli się nim lekarze pracujący w tym oddziale.
Stopniowo upadały punkty oporu: Szachtmajerowa, Monopol. Pozostaliśmy jeszcze my, ale już otoczeni i z dużą ilością chroniącej się u nas ludności cywilnej, Komendant Gustaw zdecydował, że w nocy 13 VIII wychodzimy do lasu, aby okrężną drogą wrócić na Czerniaków. Nasz oddział sanitarny miał się trzymać blisko czołówki. Niestety, po wyjściu na pola zaczął się ostrzał niemiecki. Ludzie obładowani tobołami, uciekający z Warszawy, odcięli nas [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Janina Więcko

TRUDNE DECYZJE
 W czerwcu 1944 r. zdałam maturę po pięciu latach tajnego uczenia się na kompletach gimnazjum i liceum im. Narcyzy Żmichowskiej w Warszawie. Dziękując wspaniałemu zespołowi profesorskiemu za naukę powiedziałam, że pragnę się dalej uczyć, chcę zostać lekarzem. Ktoś z grona nauczycielskiego podał mi adres na ulicę Skorupki. Z uczuciem strachu i niepewności zadzwoniłam do dużych, ciężkich drzwi mieszkania starej warszawskiej kamienicy. Po krótkiej rozmowie usłyszałam, że jestem już studentką medycyny. Wśród ogromu nieszczęść, które nas wówczas otaczały, poczułam się bardzo szczęśliwa. Tamtego roku wakacje były krótkie. 1 VIII wyszłam z domu rodzinnego, by nigdy już do niego nie powrócić.
Na ulicy Sosnowej pod numerem 8 (dziś teren wokół Dworca Centralnego, nie istnieje już ten dom i ulica) został zorganizowany w pomieszczeniach sklepowych punkt sanitarny, który później, wobec dużej liczby rannych, posiadał nawet łóżka. Dostałam szary mundur: spódnicę i bluzkę z biało-czerwoną opaską na ramieniu. I tak dzień i noc, z krótkimi przerwami na odpoczynek, biegałyśmy z noszami po rannych w okolice ulicy Złotej, Siennej, Żelaznej lub na dyżurach „w szpitaliku” robiłyśmy opatrunki. Umiałam już wówczas bandażować rany i robić zastrzyki, nie dawać pić rannym w brzuch, ale jakże często byłam bezradna.
Każdy następny dzień powstania stawał się cięższy, groźniejszy. Więcej nalotów, samoloty niemieckie pikowały tuż nad domami, strzelanina wzmagała się, waliły się domy, wybuchały pożary. Tumany kurzu i dymu przesłaniały w dzień słońce. Ludność cywilna siedziała w piwnicach. Na podwórku w kącie ksiądz spowiadał ludzi stojących w długiej kolejce. Inni przed podwórkową kapliczką z figurą Matki Boskiej modlili się i śpiewali pieśń błagając o ratunek i pomoc: „Pod Twoją obronę …”
Już trzeci tydzień trwa powstanie. Coraz częściej myślę o domu i rodzicach. Pewnie się martwią o mnie. Czy oni żyją? Dochodzą [...]

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|

Zofia Bratkowska-Szklarska

Urodziła się w 1914 r. Dyplom lekarski uzyskała w 1938 r. na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała jako lekarz szkolny w gimnazjum L. Rudzkiej w Warszawie.
Czynna w konspiracji od 1940 r., prowadziła szkolenia sanitarne. Była lekarzem batalionu Golski.
Porucznik Armii Krajowej, pseudonim Doktor Barbara, Basia Wołodyjowska. Referentka Sanitarna 3. Rejonu, I. Obwodu Śródmieście. W czasie Powstania Warszawskiego kierowała działaniem służby sanitarnej Obwodu Śródmieście jako zastępca Szefa Sanitarnego AK dr. Bakcyla, po śmierci Marii Piekarskiej – Joanny.
Po kapitulacji powstania wywieziona do obozu jeńców wojennych w Stalagu Sandbostel, a następnie przesłana do Oflagu IXC Molsdorf, gdzie pełniła funkcję lekarza naczelnego szpitala jeńców wojennych kobiet oficerów.
W stołecznej służbie zdrowia przepracowała ponad 50 lat, m.in. jako ordynator oddziału chorób wewnętrznych w szpitalach Praskim, Wolskim i Budowlanych. Zmarła 12 IX 1992.
Odznaczona Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Krzyżem Armii Krajowej, Warszawskim Krzyżem Powstańczym, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i innymi odznaczeniami.

By |September 30th, 2013|Sylwetki|0 Comments|