W Powstaniu:

Żywiciel - pl. Konfederacji 42/44 (al. Zjednoczenia) Szpital polowy nr 203 "Nasz Dom"

W 1941 roku wraz z Rodzicami i rodzeństwem przybyłam do Warszawy. Losy wojenne rzuciły nas w pierwszych latach wojny z Gdyni na Wołyń, skąd uciekliśmy przed wywiezieniem do ZSRR. W Warszawie zaczęłam uczęszczać do szkoły SS. Zmartwychwstanek na Żoliborzu. Wśród moich najbliższych koleżanek uczęszczających do tej samej szkoły były dziewczęta mieszkające również na Bielanach. Należały do nich : Marysia Garbowska /obecnie M. Kieresowa/ Alina Mikoszówna, Stefa Roszkowska, Marychna Idzikowska, Danusia Lesserówna.

W 1942 roku z tejże grupy dziewcząt została utworzona Drużyna Harcerska -Szare Szeregi.  Siedziba naszej Drużyny znajdowana się na Bielanach przy ulicy Lipińskiej 8.  Tam też odbywały się nas te spotkania, tam też przeszłyśmy przeszkolenie sanitarne. A w Lasku Bielańskim miałyśmy ćwiczenia terenowe, między innymi podchody, pełzanie.

W dniu l sierpnia 1944 r. zostałam zawiadomiona, że mam się stawić w punkcie przy ulicy Lipińskiej. Tam też zostałam przydzielona wraz z koleżanką / nie pamiętam jej imienia/ jako patrol sanitarny do plutonu /254- 227 / nie pamiętam już dokładnie.  ~

Otrzymałyśmy torby z środkami opatrunkowymi i nosze, Miałyśmy stawić się na Marymoncie / w tej chwili trudno mi określić adres/. Już na Marymoncie dobiegając do domu, gdzie miałyśmy się stawić, natknęłyśmy się na żołnierza niemieckiego z wymierzonym w naszym kierunku karabinem. Upuściłyśmy nosze, koleżanka wbiegła za dom, a ja schylając się po nosze jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w tego Niemca. Były to sekundy, myślałam jednak, że muszę podnieść nosze, bo co wart jest patrol sanitarny bez noszy. Żołnierz niemiecki machnął w moim kierunku ręką i krzyknął, „weiter” /dalej/.  Już z noszami dotarłam-do swoich.

Grupa nasza po kilku potyczkach, wycofała się późnym wieczorem przez Bielany do Puszczy Kampinoskiej. Tej nocy padał deszcz- a my co pewien….. czas musieliśmy padać na ziem bo Niemcy rzucali rakiety oświetlające.

W Puszczy Kampinoskiej zobaczyłam Polskie Wojsko w mundurach i na koniach. Była to – jak nam powiedziano – Kawaleria Polska, która dotarła tu z Wileńszczyzny. O ile sobie przypominam byliśmy na terenie Puszczy Kampinoskiej we wsi Sieraków. Tam też przy piecach suszyliśmy ubrania. Następnej nocy wróciliśmy na Bielany, bo rozeszła się wieść, że Bielany są zajęte przez Powstańców i potrzebne są posiłki.

Niestety była to nieprawda, na Bielanach zostaliśmy otoczeni i zaatakowani przez Niemców czołgami. Było to w okolicy ul. Żeromskiego. Tam też. pamiętam jak wyskoczyłam z domu, bo powiedziano, że po drugiej stronie ulicy leży ranny. Czołgałam się do niego i jednocześnie myślałam o naszych harcerskich ćwiczeniach. Rannym, do którego dotarłam, okazał się zabity żołnierz Niemiecki. Miał przy sobie karabin, który zabrałam i dałam jednemu z naszych chłopców. Przydał się zwłaszcza, że niektórzy z naszych chłopców mieli jako broń tylko granat w ręku.

W czasie tej walki zginęło wielu naszych Powstańców. Między innymi pierwszym, którego zobaczyłam był chłopiec w hełmie, niemieckim, który w Puszczy Kampinoskiej właśnie z tego hełmu częstował nas wiśniami.

Rannych przenosiłyśmy do Szpitala , zorganizowanego na terenie sierocińca „Nasz Dom”. Wśród wielu rannych byli również znoszeni do szpitala Niemcy. Ten akt humanitarny w stosunku do żołnierzy niemieckich zaowocował w późniejszych dniach Powstania, gdyż Niemcy, w których rękach były Bielany tolerowali nasz Szpital.

W szpitalu tym zostałam i pracowałam jako sanitariuszka do ostatnich dni Powstania. Szpital nasz był punktem przejściowym dla Powstańców przechodzących z Żoliborza do Puszczy Kampinoskiej i odwrotnie. Tak też odwiedził nas, to znaczy moich Rodziców i mnie mój brat Daniel, który był do końca powstania na Żoliborzu. A po wojnie w 1949 roku jak wychodziłam za mąż dowiedziałam się, że mój mąż Jerzy Wittlin również walczył w czasie Powstania na Żoliborzu.

Źródło

materiał udostępniony przez Pana Antoniego Chojdyńskiego ps. "Kruk"