W Powstaniu:

szpital Dzieciątka Jezus

SZPITAL DZIECIĄTKA JEZUS W POWSTANIU WARSZAWSKIM

Miejski Szpital im. Dzieciątka Jezus był największym obiektem szpitalnym Warszawy. Założony w 1732 r. przez ks. Baudouina jako dom podrzutków, mianowany Szpitalem Generalnym m. st. Warszawy w 1762 r., na obecnym miejscu znalazł się na początku bieżącego stulecia. Wybudowany został „na surowym korzeniu” systemem pawilonowym na gruntach skonfiskowanego przez władze carskie za udział w Powstaniu Styczniowym Folwarku Świętokrzyskiego. Gdy go budowano, były to odległe przedmieścia. W Polsce Odrodzonej był w centrum miasta.

Przed wybuchem wojny 1939 r. szpital liczył 1028 łóżek prawie wszystkich specjalności. W czasie kampanii wrześniowej i oblężenia Warszawy w 1939 r. poniósł znaczne straty zarówno w budynkach jak i ludziach, mimo albo też właśnie dlatego, że był właściwie oznakowany znakami czerwonego krzyża. W czasie okupacji szybko odbudowany, stał się główną bazą lecznictwa szpitalnego stolicy i ośrodkiem szkolenia kadr medycznych tajnego nauczania i konspiracji.

W czasie okupacji szpital powiększył się o łóżka szpitalne I Kliniki Chorób Wewnętrznych (prof. Zdzisław Górecki) i II Kliniki Chirurgicznej (doc. Adolf Wojciechowski), które po zniszczeniu Szpitala św. Ducha na ul. Elektoralnej przeniesione zostały do gmachu Szkoły Pielęgniarek przy ul. Koszykowej róg Chałubińskiego, oraz o oddział gruźliczy (160 łóżek) dr. Jana Stopczyka, który ulokowano w gmachu Anatomicum. Była to siedziba katedr anatomii prawidłowej i patologicznej oraz histologii. Do szpitala należały również Klinika Położniczo-Ginekologiczna prof. Adama Czyżewicza na placu Starynkiewicza oraz Klinika Dermatologiczna prof. Mariana Grzybowskiego przy ul. Koszykowej 82.

Byłem uczestnikiem Powstania Warszawskiego w Szpitalu Dzieciątka Jezus jako lekarz dyżurny II Kliniki Chorób Wewnętrznych prof. Witolda Orłowskiego. Swoje obowiązki pełniłem nieprzerwanie od 1 VIII 1944 r. do 15 VIII 1944 r. do pierwszej ewakuacji chorych. Raport z dyżuru wraz ze wspomnieniami osobistymi złożyłem na ręce prof. Orłowskiego w styczniu 1945. Wspomnienia, znacznie skrócone, opublikowane zostały w Archiwum Historii Medycyny 27, 3/1964. W dniu 15 VI 1972 r. w Klubie Lekarza odbyło się spotkanie zorganizowane przez prof. Feliksa Bolechowskiego, poświęcone wspomnieniom o Szpitalu Dzieciątka Jezus w Powstaniu Warszawskim. Wspomnienia te były nagrywane na taśmie magnetofonowej przez prof. Bolechowskiego, jednak co się stało z zapisami, nie wiem.

Jako szeregowy lekarz nie znałem planów powstania ani planów zabezpieczenia przez służbę zdrowia planu Burza. Z perspektywy lat sądzę, że Szpital Dzieciątka Jezus miał być głównym szpitalem dla ludności cywilnej, tak jak Szpital Ujazdowski miał być głównym szpitalem wojskowym. Przemawiałoby za tym centralne położenie w mieście, bliskość linii średnicowej i dworca Warszawa Główna, sąsiedztwo z EKD (Elektryczną Kolejką Dojazdową), łączącą Warszawę z wieloma miejscowościami lewobrzeżnego powiatu warszawskiego (część Obroży AK) gęsto zaludnionego. Tory szły wzdłuż murów szpitala ul. Nowogrodzką. Przy ul. Lindleya była pętla tramwajowa. Szpital był ogrodzony solidnym murem, był zadrzewiony, budynki miały grube ściany, były podpiwniczone. Szpital rozporządzał własną kotłownią z agregatem prądotwórczym, studnią artezyjską, centralną kuchnią, pralnią, magazynami, składem opału, własną strażą pożarną. Miał możliwości izolacji chorych w oddzielnym pawilonie obserwacyjno-zakaźnym prowadzonym przez dyrektora szpitala dr Konrada Okolskiego. Poza tym izba przyjęć od ul. Oczki, wybudowana tuż przed wojną, miała urządzenia hydroterapeutyczne, które można było zaadaptować do opracowania sanitarnego rannych i chorych. Wreszcie szpital rozporządzał znakomitą i wypróbowaną kadrą, zaś poszczególne oddziały kliniki były, jak na owe czasy, urządzone i wyposażone nowocześnie. W kilka lat po wojnie dowiedziałem się, że niektóre zapasy mobilizacyjne Burzy były gromadzone w klinice dermatologicznej.

Niestety, od początku powstania szpital znalazł się na terytorium, którego powstanie nie objęło. Nie udało się zaskoczyć Niemców i zdobyć ich placówek w sąsiedztwie szpitala. Były to filtry z wieżą ciśnień, gmach Wojskowego Instytutu Geograficznego (WIG), gmach Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP), gmach Ministerstwa Komunikacji i koszary wojskowe przy ul. Oczki i Koszykowej. Łączność z walczącym powstaniem trwała zaledwie kilka dni, kiedy to powstańcy zdołali opanować WIG, a mur szpitalny od strony Nowogrodzkiej został na przestrzeni kilku metrów zburzony przez niemiecki czołg. Łączność ta była jednak utrudniona ze względu na wykop linii średnicowej pozostającej pod ostrzałem Niemców. Trwało to krótko, bowiem Niemcy rzucili do walki własowców, którzy odbili WIG i opanowali szpital.

Pomoc szpitala okazała się dość istotna dla samych Niemców. Już pierwszego dnia walk przewieziono 26 ciężko rannych Niemców z gmachu Poczty przy ul. Nowogrodzkiej, których zgodnie z Konwencją Genewską rozbrojono. Broń musieli zdać do depozytu i okazano im należną pomoc lekarską. Wtedy też po raz pierwszy ujawnił się pułkownik, lekarz niemiecki Bormann (niektórzy tytułowali go profesorem), który potem okazał się człowiekiem opatrznościowym dla szpitala i jego chorych. Odrzucił sugestię, iż szpital czynnie włącza się do walk z Niemcami. Wprawdzie zarządził wzięcie zakładników z kierownictwa szpitala, ale zwolnił ich, gdy na teren wdarli się własowcy, a nawet dla ochrony przed nimi przydzielił oddział wehrmachtu złożony z Monachijczyków, który ulokował się w izbie przyjęć i zapobiegał mordowaniu ludzi przez własowców. Panowanie własowców nad szpitalem było pełne aktów terroru, bicia, rabunków, gwałtów kobiet, brania zakładników.

Własowcy rekrutowali się z najrozmaitszych narodowości Związku Sowieckiego, nie mieli nic do stracenia. Najczęściej byli pijani. Nocowali pod murem na otwartym powietrzu, na łóżkach i pościeli ściągniętych z budynków mieszkalnych przy ul. Nowogrodzkiej naprzeciw szpitala. Byli żądni alkoholu i kobiet. Zrabowane przedmioty było łatwo odkupić za wódkę i spirytus. Byli to osobnicy prymitywni, którzy np. zakładali papierosy do lewatywowych kanek ciesząc się, że mają one kranik. Względy okazywali jedynie chorym kliniki neurologicznej, których przedstawiono jako chorych psychicznie – „duszewnyje boleini”. Choroby umysłowe powodowały, iż klinikę neurologiczną omijali, zwłaszcza że wśród chorych był jeden chory autystyczny, trzymany głównie dla celów dydaktycznych, który siedział, kiwał się, nie przyjmował samodzielnie pokarmów, a ożywiał się tylko wtedy, gdy zobaczył papierosa, którego po otrzymaniu zjadał. Stąd w klinice neurologicznej nocowały pielęgniarki z innych oddziałów, np. z ginekologii i okulistyki, chroniące się tam przed napaściami własowców. Sami Niemcy obawiali się swoich sprzymierzeńców.

Wszystkie wejścia i bramy do szpitala były pod ostrzałem Niemców i przez nich kontrolowane. Mimo że szpital pozostał we władzy Niemców, utrzymał swoje polskie oblicze. Szpital niósł pomoc głównie ludności cywilnej, którą zaczęto już w pierwszym tygodniu powstania wypędzać z miasta wzdłuż linii EKD w stronę Dworca Warszawa Zachodnia, zaś dalej pociągami do Pruszkowa. Tam na terenie warsztatów kolejowych już od 7 VIII zaczął działać obóz przejściowy (Dulag), zajmujący się segregacją ludności cywilnej wypędzanej z miasta. Szpital okazywał tym wypędzanym wszelką pomoc, na którą go było stać: operowano cięższe przypadki, zakładano gipsy, zmieniano opatrunki, zatrzymywano osoby niezdolne do transportu. Służył również i Niemcom, zwłaszcza po drugiej ewakuacji 25 VIII 1944 r.

Rozkazy Bormanna ewakuacji szpitala i chorych były przez kierownictwo szpitala negliżowane, zwłaszcza że propozycja, aby obłożnie chorym niezdolnym do transportu podać morfinę (1 kg morfiny miał starczyć na 700 chorych), była nie do przyjęcia. Do pierwszej ewakuacji doszło 15 VIII. Objęła ona 1200 mężczyzn, chorych, rannych i niezbędny dla nich personel, zdolnych do transportu pieszego. W ten sposób Niemcy starali się pozbyć mężczyzn, którzy potencjalnie mogli zasilić powstanie. Ewakuowani pod konwojem udali się do akademika przy Pl. Narutowicza, gdzie przenocowali, po czym poprowadzeni do Warszawy Zachodniej, zostali przewiezieni do Dulagu w Pruszkowie. Pod swoją bezpośrednią opieką miałem 28 chorych z II Kliniki, którzy po przedstawieniu ich komisji lekarskiej Dulagu, kierowanej przez osławionego dr. Königa, zostali wszyscy zwolnieni, mnie zaś udało się uciec pod pozorem czerwonki. Na miejsce ewakuowanych nakazano przeniesienie kliniki położniczo-ginekologicznej z drugiej strony placu Starynkiewicza, bohatersko prowadzonej przez dr Małgorzatę Serini-Bulską.

Druga ewakuacja nastąpiła w dniu 25 VIII, a chorym Bormann dużo pomógł. Objęła ona wszystkich chorych, również i obłożnie, niesionych na noszach, cały personel oraz osoby towarzyszące. W planach Niemców było pełne oczyszczenie szpitala z elementów polskich. Ewakuacja jednak nie udała się w pełni. W trakcie zbiórki, która odbywała się na ul. Oczki i zgromadziła 2100 osób, dr Staniewicz została śmiertelnie ranna. Strzał padł od strony wieży Filtrów. Zmusiło to Bormanna do wydania polecenia dr. Zbigniewowi Skotnickiemu, aby z zespołem operacyjnym wrócił na oddział i ratował ranną lekarkę. Ratowanie okazało się nieskuteczne i ranna zmarła, ale w szpitalu pozostał dr Skotnicki i trwał w nim operując rannych, zakładając opatrunki, a nawet grzebiąc umarłych aż do kapitulacji powstania 2 X 1944. Szpital opuścił dopiero w 3 tygodnie po kapitulacji, w dniu 23 X 1944. Tak więc szpital, choć opuszczony przez legalnych użytkowników, pełnił funkcje szpitalne, wykonywane niekiedy przez lekarzy i personel rekrutujący się z osób dochodzących lub z wypędzanej ludności Warszawy.

Poważnym zagadnieniem dla działalności szpitala był brak wody. Studnia artezyjska wobec wyłączenia elektryczności przestała działać, zaś korzystanie z niej było utrudnione ze względu na ostrzeliwanie osób z niej czerpiących. Były przypadki czerwonki prawdziwej, choć w większości przypadków czerwonka była fingowana barwieniem na czerwono stolca. Wyżywienie było bardzo skromne i składało się głównie z kaszy. Szybko objedzono z warzyw ogródki działkowe na terenie szpitala, zaś próby zaopatrywania się z ogrodu pomologicznego – teraz jest na tym miejscu wysokościowiec – nie udawały się ze względu na ostrzał ze strony KOP i Ministerstwa Komunikacji.

Powszechnie uznanym bohaterem szpitala w czasie powstania okazał się dr med. Tadeusz Wagner, chirurg, adiunkt I Kliniki Chirurgicznej. Biegle władał językiem niemieckim, był odważny i pełen hartu oraz obywatelskiej postawy. Kilka razy zapobiegał masakrze chorych i personelu. Ranni Niemcy musieli zdawać broń do depozytu. Partyzanci zażądali wydania zdeponowanej broni. Wagner polecił zwrócić broń Niemcom, aby partyzanci mogli ich rozbroić bez obciążania tym władz szpitala. Broni od partyzantów nie brano do depozytu, bowiem wtedy Wagner radził kolegom rannego odbierać broń: – Jemu i tak broń niepotrzebna, a wam się chyba przyda. – Gdy w czasie rozmowy z Bormannem, czego świadkiem był Walenty Hartwig, padł strzał strzelca wyborowego i zabił na miejscu oficera towarzyszącego Bormannowi, dr Wagner obrócił rozmowę tak, że sam Bormann rzekł: – O jednego z naszych jest mniej, zaś Niemcy, którzy zdali broń partyzantom, nie będą ukarani, dostaną nową, jak wyzdrowieją.

Należy podkreślić olbrzymie zasługi sióstr zakonnych, Szarytek, które przez cały okres powstania z zaparciem pełniły swoje obowiązki zajmując się jednocześnie karmieniem chorych, personelu i osób przygodnych. Spośród nich wyróżniła się starsza wiekiem siostra Ludwika, która była jakby etatowym stałym zakładnikiem, bowiem zakładników brano wielokrotnie, zwłaszcza z okazji nieodpowiedzialnych strzałów w kierunku Niemców lub własowców.

Druga ewakuacja odbyła się jednoetapowo, bez przerwy nocnej, jak przy pierwszej ewakuacji. W czasie konwojowania, przed Dworcem Zachodnim, wiele osób próbowało się oddalić z konwoju, aby zrywać warzywa z ogródków działkowych. Konwojujący zaczęli wtedy strzelać, ale zdaje się, ofiar nie było. Ewakuowani załadowani zostali do pełnych trzech składów pociągu elektrycznego i zawiezieni do Dulagu. Na miejsce przybyli, gdy komisja segregacyjna z powodu spóźnionej pory nie działała. Skierowano wtedy wszystkich przywiezionych do szpitala w Tworkach, dokąd przybyli nocą. W drodze wielu oddaliło się, korzystając z nocy i braku dostatecznych sił konwoju. Z Tworek lekarze poszczególnych oddziałów i klinik, wraz ze swoimi chorymi potrzebującymi leczenia szpitalnego, rozlokowali się w różnych miejscowościach podwarszawskich. Chirurgia, wraz z dyr. Sokolskim, rozwinęła łóżka w „Tudorze” w Piastowie. Oddziały wewnętrzne osiadły w Milanówku i Grodzisku. Niektóre oddziały, np. gruźlica dr. Stopczyka, ostateczne miejsce swojego działania znalazły w Piotrkowie Trybunalskim, inne nawet w Częstochowie. Do tych prowizorycznie rozwiniętych szpitali i oddziałów dołączali pracownicy i lekarze Szpitala Dzieciątka Jezus, ewakuowani z Warszawy innymi drogami.

Dulag w Pruszkowie, z osławionym dr Königiem, służył przede wszystkim wyłapywaniu osób podejrzanych o branie udziału w walce. Ci szli do obozów koncentracyjnych. Zdolni do pracy kierowani byli na roboty do Niemiec. Starzy, kobiety lub chorzy byli kierowani do różnych miejscowości Generalnego Gubernatorstwa. W porównaniu z losami innych szpitali warszawskich, losy Szpitala Dzieciątka Jezus nie były najgorsze.

Po powstaniu, kiedy Warszawę zaczęto systematycznie niszczyć, niektórym oddziałom i filiom szpitala zezwalano udawać się na teren szpitala dla uzyskiwania stamtąd materiałów, sprzętu i leków. Z zapasów tych korzystały niekiedy i inne szpitale, np. pediatryczny w Piasecznie, zorganizowany przez dr. Bolesława Górnickiego. W glossie, którą podał mi po wygłoszeniu referatu, stwierdził, że w tym czasie odbierał ze Szpitala Dzieciątka Jezus materiały i leki. Budynki szpitala, w przeciwieństwie do budynków dzielnic, przez które przejeżdżał, były całe, a okna oszklone.

Już w dwa dni po oswobodzeniu Warszawy od Niemców na teren szpitala wróciła ekipa zabezpieczająca teren, budynki i ich zawartość, jaka nie została rozgrabiona. Szybko zorganizowana odbudowa przez Biuro Odbudowy Stolicy (BOS) spowodowała, że mimo braku wody, elektryczności i gazu, wykorzystując resztki pozostałego węgla, uruchomiono kuchnię i już w kwietniu 1945 r. otwarto kilkudziesięciołóżkowy oddział chirurgiczny i podobny wewnętrzny.

Wydaje się, że Szpital Dzieciątka Jezus zarówno w czasie Powstania Warszawskiego, jak i okresie popowstańczym, zdał egzamin lekarski, patriotyczny i obywatelski na stopień summa cum laude. Należy wyrazić żal, że w okresie Polski Ludowej odwrócono się od historycznej nazwy i charakteru szpitala i wciąż nie napisano o nim godnej jego zasług monografii.

Przedruk z: Polski Tygodnik Lekarski 42, 1992, ss. 49-50.

Relacja o funkcjonowaniu II Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Dnia 1 sierpnia 1944 roku przejąłem obowiązki lekarza dyżurnego Kliniki. Dzień upływa w zasadzie dość spokojnie, ale słyszy się pojedyncze strzały. Kilka minut przed piątą po południu przyszli do Kliniki dr Józef Rydygier i dr Walenty Hartwig. Ze stałego zespołu Kliniki na miejscu jest jeszcze dr Kamila Krajewska i dr Jarema Kasprzycki.

Chorych na Klinice pozostało osiemdziesięciu ośmiu. Byli to przeważnie ciężko chorzy lub z daleka spoza Warszawy.

Szpital Dzieciątka Jezus w planach powstania jest pomyślany jako szpital chirurgiczny. Wszystkie oddziały chirurgiczne z Kliniką na czele są w ostrym pogotowiu. Dzięki zapobiegliwości kierownictwa szpitala środków opatrunkowych i operacyjnych mamy pod dostatkiem. Stale są w pogotowiu trzy zespoły operacyjne.

Szpitalem kieruje dr Konrad Okolski. Spontanicznie utworzyło się przedstawicielstwo szpitala z profesorem Antonim Dobrzańskim na czele. Z Kliniki w przedstawicielstwie znalazł się Józef Rydygier.

Na terenie szpitala jest sporo osób postronnych, rodziny ciężej chorych, pracowników, osoby przypadkowe.

Chirurgia czeka na rannych. Ranni są. Przywożą Niemców, którzy na terenie szpitala sami dobrowolnie rozbrajają się. Są ranni z Oddziału Płucnego, obrzuconego w pierwszych chwilach powstania przez Niemców granatami. Zespołom ratowniczym udaje się pozbierać z okolicy ofiary strzałów. Dalsze wypady po rannych stały się niemożliwe z powodu ostrzeliwania zespołów, chociaż wychodziły one pod ochroną Czerwonego Krzyża. Powstańcom jednak szpital niestety nie może służyć. Okazuje się, że jest odcięty obstrzałem.

Około sześćdziesięciu chorych Oddziału Płucnego, po zdemolowaniu budynku przez Niemców, przenosi się na Klinikę. Towarzyszy im dr Jan Stopczyk, który przedzierał się do swoich chorych już po wybuchu po-wstania ze swojego mieszkania w Alejach Jerozolimskich.

Klinika ma niespodziewanie dużo pracy. Dr Rydygier obejmuje prowadzenie mężczyzn, dr Hartwig kobiety. Dr Hartwigowi pomagają Krajewska i Kasprzycki. Ja zostaję przydzielony dr Rydygierowi. Obejmujemy również opiekę mężczyzn Oddziału Płucnego, aby odciążyć dr Jana Stopczyka. Wśród osób przebywających na terenie szpitala pojawia się biegunka. Z polecenia kierownictwa Klinika ma izolować przypadki podejrzane o choroby zakaźne.

Po pierwszych bombach i silniejszych podmuchach, korzystając z do-świadczenia wojennego, znosi się chorych z pierwszego piętra na korytarze parteru. Wkrótce piętro jest ogołocone z szyb. Szpital został ostrzelany z broni ręcznej i maszynowej z sąsiednich gmachów zajętych przez Niemców.

Ciśnienie w wodociągach słabnie. Wody zaczyna brakować. Jedynie w suterenach są czynne ubikacje. Czasem woda dochodzi do łazienek. Gromadzi się wtedy wodę do wanien na zapas. Gaśnie elektryczność. Jedzenia coraz mniej. Wypady po kartofle do Ogrodu Pomologicznego są niebezpieczne. Ogródki w szpitalu prędko objedzone.

Pracy dydaktycznej Klinika nie przerywa. Dr Rydygier i dr Hartwig omawiają z nami i z chętnymi amatorami z chirurgii choroby tarczycy, leczenie promieniami Roentgena w chorobach wewnętrznych, elektrokardiograf, wreszcie odczytują poszczególne rozdziały Chorób przewodu pokarmowego z maszynopisu profesora Witolda Orłowskiego.

Jakże ciekawe sylwetki mają „oldboje” Kliniki w tych ciężkich chwilach. Dr Rydygier — mały, spokojny, zawsze bardzo cicho mówiący, ma jakiś zakonspirowany radioaparat. Zawsze dostarcza najnowszych wiadomości, i to prawdziwych. Nie rozstaje się z metalową puszką po marmoladzie. Nawet podczas snu stoi ona przy nim. W niej ma maszynopis Chorób przewodu pokarmowego i swoją pracę habilitacyjną. Dr Hartwig opanowany — zawsze uprzejmy i okazujący serce chorym i otoczeniu. Jego wykłady mają wyszukaną i całkowicie wykończoną formę. Tym bardziej jest to godne podziwu, gdyż wokół nie jest cicho. Palą się domy na Wspólnej. Grzmią strzałami — gmach Ministerstwa Komunikacji, gmach Korpusu Ochrony Pogranicza, Szkoły Pielęgniarek. Wojskowy Instytut Geograficzny szturmują powstańcy. Przechodzi z rąk do rąk. Ze szlaku wypędzanej ludności Warszawy stale dochodzą jak najbardziej paniczne wieści. Dr Hartwig dowiaduje się, że dom, mieszkanie, żona i dziecko spłonęły. Dopiero po miesiącu okazało się to nieprawdą. Dr Rydygier dowiaduje się, że płonie jego gabinet, mieszkanie i najcenniejszy skarb — biblioteka.

Raz po raz na teren szpitala wdzierają się Niemcy. Potem stale w nim przebywają. Po odparciu ataków powstańców na Wojskowy Instytut Geograficzny pojawiają się na terenie Ukraińcy. Są stale pijani, rozbestwieni, bez skrupułów. Niemcy ich się boją. Bramę przed Kliniką roztratował czołg. Niemcy stale posądzają nas o to, że z terenu szpitala padają strzały. Grożą rozstrzelaniem, spaleniem, biją. Biorą zakładników z kierownictwa szpitala. Nie tylko grożą, znamy los szpitala na Woli.

Tymczasem codziennie rano jest gotowy raport lekarza dyżurnego. O godzinie 8.15 rozpoczyna się obchód. Badamy chorych, wykonujemy badania pomocnicze, prowadzimy obserwacje, ustalamy i uzupełniamy rozpoznania, piszemy historie chorób. Niektórych chorych wypisuje się, jeśli który chce na własne ryzyko opuścić Warszawę. Dr Krajewska opiekuje się nadal swoim pupilkiem, chorym na zapalenie jelita, wywołanego przez Chilomastix mesnili. Prowadzimy nadal obserwacje działania leczniczego preparatu Contragon (sulfonamid) „Motor”. Ruch chorych jest większy niż w czasie „pokoju”. W stan chorych zapisują się chorzy nie wytrzymujący eksodusu z Warszawy.

Siostry zakonne, mieszkające na terenie szpitala, pracują z wielkim poświęceniem: troszczą się o wyżywienie, gotują, rozdzielają, zmywają, przenoszą chorych, sprzątają, usuwają nieczystości, noszą wodę, zabezpieczają sprzęt w piwnicach. Na Klinice przenoszą bibliotekę i archiwum. A wszystko to robią prawie tylko same, z uśmiechem i pokorą.

15 sierpnia święto. Podczas mszy śpiewa się horał Św. Augustyna. Wieczorem Niemcy zarządzają ewakuację szpitala. Wszyscy zdolni do marszu mają zebrać się pod groźbą śmierci i ewakuować się. Mogą pozostać tylko kobiety, umierający i po jednym lekarzu na oddziale. Po targach zezwalają na pozostawienie na każdym oddziale chirurgicznym zespołu operacyjnego. Wtedy przez kilka godzin jestem członkiem zespołu operacyjnego Kliniki Laryngologicznej i zyskałem szefa w osobie profesora dr Dobrzańskiego. Mężczyzn z naszej Kliniki wygarnia się dwudziestu ośmiu. Wszystko chorzy. Na Klinice zostają Rydygier, Hart-wig, Krajewska i Kasprzycki. Ja idę z chorymi.

Ewakuowani są kierowani do Domu Akademickiego na placu Narutowicza. Tam spędzamy koszmarną noc. Stąd pędzono nas na Dworzec Zachodni i pociągiem do obozu w Pruszkowie. Tam segregacja. Referuję chorych Kliniki przed osławionym lekarzem eses Koenigiem. Wszystkich chorych zwolniono, mogą oni opuścić obóz. Mnie Koenig pozostawia. Dopiero po paru dniach udaje mi się uciec z obozu.

Tymczasem w Klinice ci, co pozostali, spędzają groźne dnie. Ukraińcy hulają po szpitalu. Przedstawiciele kierownictwa są zakładnikami. Pada kilku zabitych. Na porządku dziennym są rabunki, gwałty, bicie. Wody i chleba nie ma. Głód. Uciekinierów z miasta coraz więcej. 25 sierpnia następuje druga ewakuacja — ewakuuje się resztę chorych Kliniki piechotą na Dworzec Zachodni, potem koleją do Pruszkowa, Tworek, Brwinowa, a potem do Grodziska.

Maszynopis, oryginał, maj 1964, IH PAN.

Źródło

Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego – Powstanie Warszawskie i medycyna, wydanie II, Warszawa 2003 r.; Ludność cywilna w Powstaniu Warszawskim PIW 1973; Halina Jędrzejewska Lekarze Powstania Warszawskiego 1VII – 2 X 1944 wyd. TLW