„(…) Około 5 sierpnia przyszedł na nasze podwórze (…) Żołnierz-esesman, stosunkowo sympatycznie wyglądający. Okazało się, że jest on z zawodu sanitariuszem. A na naszych punktach le­żały 3 ciężko ranne sanitariuszki, które wymagały operacji i opieki szpitalnej. Zaryzykowałyśmy. Zapytałyśmy, czy nie mógłby on nas przeprowadzić wzdłuż ul. Rakowieckiej do szpitala na ul. Chocimskiej z trzema rannymi dziewczętami. Niemiec zgodził się, ale postawił warunki: punkt zborny ul. Rakowiecka róg AL Niepodległości, każda ranna miała być niesiona tylko przez dwie sanitariuszki z opaskami Czerwone­go Krzyża, droga od Al. Niepodległości do Chocimskiej miała trwać bez zatrzymania się i odpoczynku. Sanitariuszki zgodziły się i następnego dnia wyruszyły. Gdy dochodziły do »Staufer-kaserne« zostały zatrzymane przez niemieckiego oficera. Chwila odpoczynku i przerażenie, co dalej? (…) Nasz »opie-kun« tłumaczy coś szybko oficerowi. Ten podbiega do ran­nych i zdziera koce sprawdzając, czy to kobiety. I krótki rozkaz: Zanieść do niemieckiego szpitala i wracać tą samą drogą. Wiedziałyśmy co nas czeka w drodze powrotnej. Ru­szamy dalej, na rogu ul. Olszewskiej i Chocimskiej zwalniamy. Wiemy, że do szpitala niemieckiego trzeba skręcić w lewo, a do polskiego w prawo. Nasz Niemiec wypowiada ostro jedno słowo: »rechts«. Szczęśliwe dochodzimy do polskiego szpitala, oddając nasze ranne w ręce polskich lekarzy. Chwila wytch­nienia i zabieramy się do drogi powrotnej. I tu nasz sanita­riusz mówi: »Nie pójdziemy ul. Rakowiecką, bo tamtemu oficerowi bardzo źle z oczu patrzyło«. No i poszliśmy przez Narbutta i szczęśliwie dotarliśmy na Kielecką. Okazało się, że i wśród esesmanów trafiali się »ludzie«”.

Źródło

Maria Wiśniewska, Małgorzata Sikorska – Szpitale Powstańczej Warszawy – Warszawa 1991 oraz Mur Pamięci MPW