W Powstaniu:

Obwód I Śródmieście Starówka w oddziałach bojowych: zgrupowanie „Róg", w batalionie „Gustaw"

WSPOMNIENIA Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

Do konspiracji przystąpiłam we wrześniu 1943 r. przechodząc przeszkolenie sanitarne, które odbywało się w prywatnym mieszkaniu szkolącej nas lekarki przy ul. Tamka. W tym okresie uczęszczałam do szkoły dla pomocniczego personelu lekarskiego dr. Zaorskiego (tajne studia lekarskie).

Dnia 1 VIII 1944 r. odbyło się w godzinach rannych spotkanie konspiracyjne przy ul. Lwowskiej, w czasie którego przydzielono mnie do kompanii Harcerskiej batalionu Gustaw pod dowództwem kpt. Ludwika Gawrycha. Wszyscy otrzymaliśmy rozkaz zgłoszenia się o godzinie W na ul. Senatorską, do domu położonego po przeciwnej stronie ulicy niż Kościół św. Antoniego. Tu odebrano nam dowody tożsamości i zastąpiono je legitymacją powstańczą. Przyjęłam pseudonim Horpyna i otrzymałam legitymację nr 314.

Wkrótce rozpoczyna się akcja. Witold Sadkowski ostrzeliwuje ulicę z balkonu pokoju, w którym się zgromadziliśmy. Wzywają pomoc sanitarną do rannego Niemca wykazującego objawy postrzału płuc. Ginie w naszych oczach. Wracamy do domu i zaczynamy organizować punkt sanitarny. Mieszkańcy okolicznych domów znoszą nam łóżka, pościel, leki i żywność. Jednakże w nocy otrzymujemy rozkaz opuszczenia dotychczasowego stanowiska i udania się na ulicę Ogrodową. W dali widnieją łuny palącego się miasta. Kryjąc się w cieniu domów, pod osłoną nocy, docieramy szczęśliwie do budynku szkolnego znajdującego się przy ul. Ogrodowej, w którym dane nam będzie rezydować parę dni. Na szczęście nie mamy tu jeszcze rannych, zajmujemy się pracą gospodarczo-szwalniczą, szyjemy biało-czerwone opaski, które ozdobią nasze ramiona i hełmy chłopców. Uprzyjemnia nam pracę Grajek (Janusz Wiesiołowski), który „wygrywa wspaniałe koncerty” na znajdującym się w sali rekreacyjnej fortepianie.

Wokół nas wrze, chłopcy wyruszają na akcje zgłaszając się ochotniczo. Wśród wielu innych bohaterskich harcerzy wyróżniają się dwaj bracia, Michał i Krzysztof Światopełk-Mirscy. Dołączają do nas stale nowi ochotnicy, przybywa harcerskie małżeństwo Augustyńskich, już wcześniej związanych z naszą kompanią. Z wielkim entuzjazmem i zapałem nowo przybyli wstępują w szeregi naszej kompanii, której dowódcą jest porucznik Kostka (Wojciech Pszczółkowski).

4 VIII zostaje ranny kpt. Gustaw, dowódca batalionu. Zastępuje go por. Włodzimierz (Jan Hermanowski). Napierające siły wroga powodują, że 6 VIII o godz. 4 rano ewakuujemy się pod silnym ostrzałem w kierunku Starego Miasta. Tu witają nas radośnie „uzbrojeni po zęby” koledzy, których kariera powstańcza rozpoczęła się na Starym Mieście. Otrzymujemy kwatery przy ul. Kilińskiego 3. Na parterze w prawym skrzydle urządzamy punkt sanitarny. Niepokoją nas strzały padające z dachów na ulicę – to działają tzw. gołębiarze.

Niemcy przerzucają całą siłę swojego ataku na Stare Miasto. Na barykadach walczą i giną powstańcy. Coraz więcej mamy roboty. Opatrujemy rany cięte, szarpane, rozległe poparzenia, rozdajemy leki oraz dostarczane nam grzane wino. Coraz bardziej nawiązują się między nami więzy przyjaźni. Hanka zaprasza już nas wszystkich do swoich rodziców na wielką ucztę zaraz po zakończeniu powstania. Niestety, w niedługim czasie ginie pod gruzami naszej kwatery. 9 VIII giną por. Juliusz (Zygfryd Maria Urbanyi) i kapitan Paweł.

12 VIII przechodzę wraz ze Stefą Preder do klasztoru sióstr Sakramentek, gdzie leżą nasi ranni chłopcy. Widok niesamowity – wśród figur świętych i stopni ołtarzy rozstawione łóżka z rannymi. W jednej, nieco większej sali, znajdują się nasi chłopcy. Wchodzę, by ich odwiedzić i usłużyć, gdy nagle widzę, że wszyscy oni zsuwają się z łóżek na podłogę. Usłyszeli skrzypienie tzw. szaf, czyli też jak inni określają wycie „krów”. Szczęśliwie klasztor stoi nadal. Zabieramy się do szykowania posiłków dla rannych i personelu. Biegamy z naczyniami przez ogród pod wysokie obmurowanie, gdzie z kranu cieknie jeszcze woda. Niestety, dalsze bombardowanie przerywa nam pracę.

Chronimy się w podziemia, gdzie setki uciekinierów cywilnych ze zbombardowanych domów zalega niemal wszystkie zakamarki. Pełno powstańców. Wśród grona otaczających ją kolegów umiera ciężko ranna w brzuch młodziutka sanitariuszka. W części środkowej podziemi rozstawiony stół operacyjny, przy nim działa dr Morwa (Tadeusz Pogórski). Właśnie amputuje jednemu z powstańców nogę. Z długich, ciemnych korytarzy wychylają się rzędy sióstr Sakramentek, klękają przy umieszczonych pod ścianami konfesjonałach, w których księża rozgrzeszają na drogę ku wieczności. Wiele z nich zginęło pod gruzami klasztoru. Jeden z pocisków trafia w wieżę kościoła. Płonie kopuła. Rzucamy się do ratowania rannych, wynosząc ich spod płonącego sklepienia schodami na rynek Nowego Miasta, a stamtąd do ocalałych jeszcze domów. Potem przenosimy ich do naszej kwatery na Kilińskiego.

13 sierpnia. Praca wre od rana, nie ma czasu na posiłki. Biegamy, krzątamy się, rozlokowujemy i opatrujemy rannych przeniesionych od Sakramentek. Koło godziny 6 wieczór dochodzi nas radosna wieść o zdobyciu przez naszych chłopców czołgu niemieckiego. Po rozebraniu barykady triumfalne wprowadzenie czołgu. Sunie powoli w kierunku Kilińskiego 3. Szaleńczej radości nie ma końca. Biegnie, kto żyw, by go ujrzeć, by towarzyszyć triumfalnemu wjazdowi. Mali chłopcy, dziesięcio-, jedenasto-, dwunastolatki wspinają się na czołg, chociaż kawałek się nim przejechać. Wybiegam i ja, ale cofam się, zmuszona głodem do łyknięcia chociaż łyżki strawy. Jedna z moich koleżanek towarzyszy mi w tym. Uszczęśliwione siadamy na brzegu stołu stojącego w restauracyjnej kuchni. Unosimy pierwszą łyżkę do ust, gdy nagle gwałtowny podmuch wyrywa nam miski z rąk. Wyskakujemy do bramy. Cała stoi w płomieniach. Tu przecież chłopcy magazynowali butelki z benzyną, broń przeciwczołgową. Czujemy się jak w pułapce. Cofamy się i staramy się wydostać na ulicę przez salę restauracyjną. Ciężka krata zamyka jej wyjście, ale udaje się nam pod nią prześlizgnąć. Wpadamy na leżącą, całą w płomieniach kobietę. Gasimy na niej ogień i wtedy dopiero rozpościera się przed nami cały ogrom tragedii. Wybuch zaminowanego czołgu: ściany domów okopcone, ulica usłana rannymi i zabitymi, ciała ich porozrywane, posiekane. Spod stosu zmasakrowanych ciał wyciągamy rannych i przenosimy do naszego szpitala. W tym momencie nadciąga eskadra bombowców, które dopełniają ogromu zniszczeń.

Cichnie. Biegniemy do naszych kwater i dalej nie możemy uwierzyć oczom. W pokoju znajdującym się na pierwszym piętrze od ulicy, na klamkach i skrzydłach okien rozciągnięte pętle jelitowe naszej koleżanki, sanitariuszki Antoniny (Ali Chmurzanki). Wszystko co po niej zostało. Jedna z dziewcząt, Irmina (Żak) traci oko, druga zostaje wybuchem wyrzucona z balkonu, z którego witała triumfatorów. Ponad 350 ofiar, z czego 200 zabitych. Do rana niemal trwa zbieranie szczątków ludzkich i grzebanie ich w wykopanych na podwórzach grobach.

Ojciec Tomasz Rostworowski odprawia codzienną mszę świętą, udziela ogólnego rozgrzeszenia. Śpiewamy głośno pieśni patriotyczno-religijne. „Boże coś Polskę …”. Modlimy się o zwycięstwo. Ojciec Rostworowski dodaje nam otuchy, przynosi radosne wieści. Już, już idzie pomoc ze wschodu. Czekamy. W nocy zrzuty z liberatorów. 15 VIII kapitan Gustaw, nasz dowódca, zostaje odznaczony Krzyżem Walecznych.

Trwają nadal walki. Wypadam na barykadę, z której jednak szybko wracam z rannym do naszego szpitala, który przeniesiony został częściowo do lewego skrzydła kamienicy w podziemia. Tu, w jednej z większych piwnic, zorganizowano salę operacyjno-opatrunkową, w której działa dr Morwa. Kapitan Gustaw odwiedza nas często. Zmieniam opatrunki na jego rannej ręce.

21 sierpnia. Podchorąży Witek Sadkowski, jeden z najwspanialszych bohaterskich powstańców, ciężko ranny w głowę w czasie przechodzenia przez dziedziniec naszej kwatery, umiera nazajutrz. 26 VIII silne bombardowanie. Bomby burzą front naszego budynku i zasypują tę część szpitala, która znajdowała się na parterze. Giną wszystkie ranne sanitariuszki i wśród nich Grajek, który na własne życzenie został przeniesiony do sali dziewcząt. Cudowne ocalenie Krysty (Krystyna Piasecka), która w tym momencie siedziała przy rannej towarzyszce oparta głową o bok łóżka. Udało się ją odgrzebać żywą. Długo dochodziły głosy proszących o ratunek kolegów i koleżanek. Cały dzień trwała zaciekła akcja odgruzowywania. Ocalał jeszcze jedynie zasypany kolega z 3. plutonu. Dawał znać, że żyje, stukając w podłogę. Usłyszano go w piwnicy i tu wiercąc otwór w pułapie udało się go wydobyć. Był to jeden z najweselszych kolegów w naszej kompanii, zwany pospolicie „Aktor”.

Wśród nas było małżeństwo magistrów farmacji. Żona właśnie ranna w obie nogi, które zostają amputowane. Cierpi okropnie. Mąż na jej prośbę wstrzykuje nadmierną dawkę leków przeciwbólowych. Umiera wymawiając mu to. Kozaczek (Halina Śliwińska), ciężko ranna przy czołgu, ma objawy tężca. Leży w okropnych męczarniach w piwnicznej izbie szpitalnej. Dzień i noc czuwamy nad rannymi, którzy prawie wszyscy znajdują się teraz w piwnicznej części szpitala. Na chwilę tylko przykładamy głowy, kładąc je przy ich posłaniach. W czasie jednego z bombardowań zawala się aż po piwnice lewa oficyna, grzebiąc znajdujących się w niej mieszkańców. Spod gruzów wydobyto jedynie żywe niemowlę, którym opiekowali się dziadkowie. Losy rodziców nie są znane.

30 sierpnia. Próba przebicia się do Śródmieścia. Idę z rannymi podtrzymując nosze. Przeprawa nie udała się. Wracamy. Ewakuacja przez kanały. Idą z nami lżej ranni. Ciężko ranni zostają umieszczeni w szpitalu przy ul. Długiej. Właz do kanału na Placu Krasińskich jest ostrzeliwany jest przez Niemców. Słyszę rozkaz – podbiec i szybko wskoczyć do włazu. Wykonuję to i nagle czuję, że spadam na kogoś i razem wywijam koziołka. Była to Irmina, która w czasie wybuchu czołgu straciła oko. Wchodziła przede mną, ale cofnęła się, przerażona ciemnościami. Podeszła pod właz w momencie, kiedy ja do niego wskakiwałam. Stała się dla mnie buforem. Może dzięki niej nie połamałam sobie nóg (właz był głęboki i posiadał boczne klamry, po których należało się spuścić). Gdy pozbierałyśmy się, widząc jej przerażenie, chwyciłam ją za rękę i pociągnęłam za sobą, dołączając do oddalającej się kolumny.

Nie pamiętam, jak długo trwał ten podziemny przemarsz. Wydawał się trwać wieki. Woda to unosiła się – szły szepty, że Niemcy nas zatopią – to opadała. To biegliśmy, to szliśmy, a nawet cofaliśmy się, gdy nad włazami wydawali się być Niemcy z psami. Potrafili wrzucać do kanałów granaty. W myślach przeliczałam, ile minut męczy się człowiek w czasie topienia. Byłam na to przygotowana. Wychodziliśmy przy ul. Wareckiej. Tu witali nas mieszkańcy Śródmieścia wypatrujący swoich dzieci wśród wynurzających się z otchłani. Małą grupką sanitariuszek zaopiekowała się pewna pani, której córka też walczyła na Starym Mieście, ale niestety nie wróciła z nami. Zabrała nas do siebie na ul. Chmielną, nakarmiła, dała pościel. Raj na ziemi.

2 września udaję się do domu moich rodziców przy ul. Wilczej 12. Matka moja zostaje ranna. Podejmuję więc decyzję pozostania przy niej, tym bardziej że oddziały naszego batalionu zostały zdziesiątkowane.

1 października, wraz z rodzicami i siostrą, która również cała i żywa wróciła z walk powstańczych, opuszczamy szlakiem wygnańców Warszawę, by znaleźć się w obozie przejściowym w Pruszkowie. Udając rannych wychodzimy z obozu i z transportem chorych dostajemy się do Krzeszowic, skąd podwodami rozwożą nas do okolicznych wsi. W ten sposób 4 X znaleźliśmy się w Nowej Górze koło Czerny. Tu z siostrą zamieszkałam na plebanii, rodzice u sąsiadów.

Życiorys

Urodzona w Warszawie 23 XII 1921 r. Ojciec był lekarzem w Szpitalu Czerwonego Krzyża, matka prowadziła przedszkole. Ukończyła szkołę średnią im. Cecylii Plater-Zyberkówny, a następnie rozpoczęła studia medyczne w szkole prof. Zaorskiego. W Powstaniu Warszawskim była sanitariuszką w sierpniu w batalionie „Gustaw” AK.

Dyplom lekarza medycyny uzyskała na Uniwersytecie Poznańskim, a doktora medycyny na Uniwersytecie Warszawskim. Całe życie zawodowe to praca w Akademii Medycznej w Warszawie, ostatnio na stanowisku adiunkta w Zakładzie Radiologii Pediatrycznej.

Była mężatką przeszło 50 lat. Miała troje dzieci, sześcioro wnucząt i dwoje prawnucząt. Mąż Zbigniew, mgr inżynier, był także powstańcem warszawskim i partyzantem AK.

Źródło

Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego – Powstanie Warszawskie i medycyna, wydanie II, Warszawa 2003 r.