W Powstaniu:

Wola (Żelazna, Miedziana) - Stare Miasto (Długa 15, Pałac Mostowskich, Pasaż Simonsa)

9 października, w pięć tygodni po zajęciu przez Niemców Starego Miasta, w piwnicach domu na rogu ulic Długiej i Freta znajdowało się kilku rannych powstańców pod opieką „Blondynki” , młodej dziewczyny, żołnierza ze zgrupowania „Chrobry”.

Kiedy 2 września Niemcy podpalili szpital powstańczy pod „Krzywą Latarnią”, dzielna dziewczyna wyciągała rannych z płomieni i ukrywała w ruinach. Niemcy krążyli bezustannie wokół wypalonych domów, obrzucając piwnice granatami. Ze sporej gromadki przetrwało tylko trzech. Większość zmarła z upływu krwi i wyczerpania. Tych, którzy pozostali, czekała śmierć głodowa. „Blondynka”, sama u kresu sił, dodawała otuchy najciężej rannym. Wczoraj zmarł na jej rękach Andrzej. Miał 17 lat. Kto będzie następny? Ciało Andrzeja położyła przy wejściu do piwnicy. Może odstraszy Niemców…?

Mietek znów stracił przytomność. Kiedy się budzi, wyje z bólu, jego krzyk rozbrzmiewa niesamowitym echem w piwnicach. W tym cmentarzysku ruin każdy głos może zwabić wroga. „Blondynka” zatyka mu usta, Edek trzyma za ręce. Po chwili ranny ponownie traci przytomność. Z jego strzaskanej nogi, poprzez bandaże, sączy się ropa z krwią.

Dziewczyna zdecydowała się wyjść z ruin. Pamiętała, że na Freta, tuż przy kościele Św. Jacka, był kiedyś sklepik spożywczy. Może pozostało tam choć trochę żywności? Trzeba przekroczyć ciało Andrzeja, a potem skok na drugą stronę ulicy. „Blondynka” staje u wejścia oślepiona blaskiem słońca. Przy sąsiednim domu dostrzega kilku Niemców. Natychmiast pada na ziemię. Chyba jej nie zauważyli! Leży teraz wciśnięta między stos gruzów a ciało powstańca. Boi się ruszyć. Jeszcze przed paroma tygodniami cisnęłaby w nich granatem. Teraz jest bezbronna.

Nagle spostrzega grupę ludzi w białych fartuchach wynoszących jakieś tobołki z kościoła św. Jacka. Chce ich ostrzec. Wyskakuje z gruzów i woła: — Ludzie, uważajcie, tu są Niemcy!

Cywile patrzą na nią zdziwieni.

— Co pani tu robi? Sama, w ruinach? — Mówią, że są pracownikami szpitala z ulicy Płockiej. Jest i siostra szarytka.

„Blondynka” prowadzi ich do piwnicy, gdzie leżą ranni. Czyżby kres udręki? Dopiero teraz dowiadują się o upadku powstania.

Ludzie zabierają rannych na wózek i transportują do szpitala wolskiego. Zapadał zmierzch, gdy zbliżali się do ulicy Płockiej. Przed czerwonym budynkiem fabryki Franaszka stał esesman z bronią gotową do strzału, broniąc dostępu do podwórka, na którym pozostał stos popiołów z 6000 pomordowanych mieszkańców Woli*.

Następnego dnia Mietkowi amputowano nogę.

Źródło

Stanisław Kopf : „Sto dni Warszawy” wyd, Książka i wiedza Warszawa 1977 oraz Muzeum Powstania Warszawskiego